Grzegorz Hajdarowicz: – Kiedyś książkę Mirka i Maćka przerzucimy na tablety. I może wtedy zainteresuje kogoś z młodych, może zrobią film. Nigdy nie wiadomo, co będzie za dwadzieścia, czterdzieści lat.
*
Krótki, nieautoryzowany zapis wypowiedzi z dzisiejszego spotkania promocyjnego, poświęconego książce „Gaz na ulicach”.
Spotkanie odbyło się w odnowionym gmachu Muzeum Armii Krajowej (ul. Wita Stwosza 12), w Krakowie. Wśród zaproszonych byli działacze KPN z czasów stanu wojennego: Marek Bik, Grzegorz Hajdarowicz, Jerzy Mohl, Ryszard Pyzik, Wojciech Słowik. Dyskusję prowadził Piotr Pałka z portalu rebelya.pl. Na sali byli także, m.in. Romana Kahl-Stachniewicz (działała w KPN; Pani Romo, serdecznie pozdrawiam!), Adam Macedoński (działał w KPN), Bogdan Klich (działał w NZS, ruchu Wolność i Pokój, co do WiP, warto zajrzeć tutaj), Krzysztof Król (wiadomo).
– Mirek Lewandowski w tej książce wziął na siebie trudne rozmowy z naszymi kolegami i koleżankami. Natomiast ja zajmowałem się częścią przyjemniejszą, rozmowami z płk. Ryczkiem z WSW, esbekami, pracownikami służby więziennej – stwierdził pół żartem, pół serio Gawlikowski.
– Byliśmy przekonani, że komunistów należy przegonić siłą, nie dobrocią. Mainstreamowe organizacje opozycyjne zagospodarowały przestrzeń i pamięć o tamtych wydarzeniach. A to my, KPN, przynosiliśmy ulotki, butelki z benzyną... – mówił Hajdarowicz. Wspomniał też Andrzeja Kryże, prokuratora w czasach PRL, za rządów PiS wiceministra sprawiedliwości. – Oskarżał naszych kolegów, jednemu z nich groziło piętnaście lat więzienia – przypominał.
– Nie czułem się radykałem, uważałem, że robimy to, co należy – przekonywał Marek Bik, który w bardzo szczerych rozmowach z Mirkiem Lewandowskim opisał w książce swój pobyt w „gettcie” na Montelupich (więzienie krakowskie). – Esbecja urządzała intrygi ze sfałszowanymi grypsami, Marek siedział w celi z trzema podstawionymi agentami celnymi, którzy przeprowadzali piętrowe rozpracowanie – przypominał Jerzy Mohl. W „gettcie na Monte” doszło do wpadek konspiracyjnych ludzi z „zakonspirowanego KPN”, "Solidarności", NZS. Na ławach oskarżonych siedziało po 15-18 osób. – Przez lata panowała zmowa milczenia między katami a ofiarami; dlaczego nie mówili kaci, to jasne; ofiary wstydziły się mówić – stwierdził Bik.
Zdaniem Macieja Gawlikowskiego, jedną z ofiar tej długoletniej „zmowy milczenia” i niejasności wokół śledztw, aresztowań, wsyp był Stanisław Papież (jeszcze przed paroma laty poseł LPR). – Papież podejrzewany był o wydanie sporej liczby ludzi. Tymczasem wszystko wskazuje na to (po drobiazgowym porównywaniu materiałów), że o ile faktycznie złożył podpis pod protokołem śledztwa, to jednak nikogo nie wydał – uważa współautor "Gazu na ulicach".
– W drugiej połowie lat 80-tych zradykalizowałem się. Przyłączyłem się do ruchu Wolność i Pokój, nie złożyłem przysięgi wojskowej, KPN mi wtedy nie oferował takich możliwości – wspominał Marek Bik. – Po zabójstwie księdza Popiełuszki uznałem: albo idziemy na całość, albo odpuszczam; drukowanie ulotek, książek w drugim obiegu to był dla mnie ersatz – mówił Jerzy Mohl.
– Trzeba zacząć na nich polować – tak krótko zrelacjonował Grzegorz Hajdarowicz swoje rozmowy z tamtych lat z kolegami z KPN. „Oni” to ZOMO-owcy. Któregoś dnia, w czasie zadym, jeden z funkcjonariuszy ZOMO miał pecha „wyindywidualizować się” z szeregu i skończył pod butami i pięciami manifestantów. – Ledwo wyperswadowaliśmy sobie i kolegom, że nie wypada załatwić go tak do końca. Pozwoliliśmy mu wrócić do swoich. Następnego dnia wpadłem do cukierni na Kazimierza Wielkiego, patrzę, a przede mną stoi ten zomowiec. Nie przypominałem mu się – opowiadał Hajdarowicz. – Kiedyś książkę Mirka i Maćka przerzucimy na tablety. I może wtedy zainteresuje kogoś z młodych, może zrobią film. Nigdy nie wiadomo, co będzie za dwadzieścia, czterdzieści lat. Mam teorię, że moja rodzina co czterdzieści lat wychodzi na zero, więc zostało jeszcze jakieś dziewiętnaście...
*
Bardzo dziękuję Maćkowi i Mirkowi za możliwość uczestnictwa w tym spotkaniu. Mam nadzieję, że nie ostatnim. Marzy mi się promocja książki w Nowej Hucie: przecież to tam miało miejsce wiele wydarzeń opisanych w Waszej pracy. Na sali, w trakcie spotkania, widziałem Macieja Mieziana z Muzeum Historycznego miasta Krakowa (oddział w Nowej Hucie). I stąd go pytam, prawem kaduka: – Pomożecie?
Krótki, nieautoryzowany zapis wypowiedzi z dzisiejszego spotkania promocyjnego, poświęconego książce „Gaz na ulicach”.
Spotkanie odbyło się w odnowionym gmachu Muzeum Armii Krajowej (ul. Wita Stwosza 12), w Krakowie. Wśród zaproszonych byli działacze KPN z czasów stanu wojennego: Marek Bik, Grzegorz Hajdarowicz, Jerzy Mohl, Ryszard Pyzik, Wojciech Słowik. Dyskusję prowadził Piotr Pałka z portalu rebelya.pl. Na sali byli także, m.in. Romana Kahl-Stachniewicz (działała w KPN; Pani Romo, serdecznie pozdrawiam!), Adam Macedoński (działał w KPN), Bogdan Klich (działał w NZS, ruchu Wolność i Pokój, co do WiP, warto zajrzeć tutaj), Krzysztof Król (wiadomo).
– Mirek Lewandowski w tej książce wziął na siebie trudne rozmowy z naszymi kolegami i koleżankami. Natomiast ja zajmowałem się częścią przyjemniejszą, rozmowami z płk. Ryczkiem z WSW, esbekami, pracownikami służby więziennej – stwierdził pół żartem, pół serio Gawlikowski.
– Byliśmy przekonani, że komunistów należy przegonić siłą, nie dobrocią. Mainstreamowe organizacje opozycyjne zagospodarowały przestrzeń i pamięć o tamtych wydarzeniach. A to my, KPN, przynosiliśmy ulotki, butelki z benzyną... – mówił Hajdarowicz. Wspomniał też Andrzeja Kryże, prokuratora w czasach PRL, za rządów PiS wiceministra sprawiedliwości. – Oskarżał naszych kolegów, jednemu z nich groziło piętnaście lat więzienia – przypominał.
– Nie czułem się radykałem, uważałem, że robimy to, co należy – przekonywał Marek Bik, który w bardzo szczerych rozmowach z Mirkiem Lewandowskim opisał w książce swój pobyt w „gettcie” na Montelupich (więzienie krakowskie). – Esbecja urządzała intrygi ze sfałszowanymi grypsami, Marek siedział w celi z trzema podstawionymi agentami celnymi, którzy przeprowadzali piętrowe rozpracowanie – przypominał Jerzy Mohl. W „gettcie na Monte” doszło do wpadek konspiracyjnych ludzi z „zakonspirowanego KPN”, "Solidarności", NZS. Na ławach oskarżonych siedziało po 15-18 osób. – Przez lata panowała zmowa milczenia między katami a ofiarami; dlaczego nie mówili kaci, to jasne; ofiary wstydziły się mówić – stwierdził Bik.
Zdaniem Macieja Gawlikowskiego, jedną z ofiar tej długoletniej „zmowy milczenia” i niejasności wokół śledztw, aresztowań, wsyp był Stanisław Papież (jeszcze przed paroma laty poseł LPR). – Papież podejrzewany był o wydanie sporej liczby ludzi. Tymczasem wszystko wskazuje na to (po drobiazgowym porównywaniu materiałów), że o ile faktycznie złożył podpis pod protokołem śledztwa, to jednak nikogo nie wydał – uważa współautor "Gazu na ulicach".
– W drugiej połowie lat 80-tych zradykalizowałem się. Przyłączyłem się do ruchu Wolność i Pokój, nie złożyłem przysięgi wojskowej, KPN mi wtedy nie oferował takich możliwości – wspominał Marek Bik. – Po zabójstwie księdza Popiełuszki uznałem: albo idziemy na całość, albo odpuszczam; drukowanie ulotek, książek w drugim obiegu to był dla mnie ersatz – mówił Jerzy Mohl.
– Trzeba zacząć na nich polować – tak krótko zrelacjonował Grzegorz Hajdarowicz swoje rozmowy z tamtych lat z kolegami z KPN. „Oni” to ZOMO-owcy. Któregoś dnia, w czasie zadym, jeden z funkcjonariuszy ZOMO miał pecha „wyindywidualizować się” z szeregu i skończył pod butami i pięciami manifestantów. – Ledwo wyperswadowaliśmy sobie i kolegom, że nie wypada załatwić go tak do końca. Pozwoliliśmy mu wrócić do swoich. Następnego dnia wpadłem do cukierni na Kazimierza Wielkiego, patrzę, a przede mną stoi ten zomowiec. Nie przypominałem mu się – opowiadał Hajdarowicz. – Kiedyś książkę Mirka i Maćka przerzucimy na tablety. I może wtedy zainteresuje kogoś z młodych, może zrobią film. Nigdy nie wiadomo, co będzie za dwadzieścia, czterdzieści lat. Mam teorię, że moja rodzina co czterdzieści lat wychodzi na zero, więc zostało jeszcze jakieś dziewiętnaście...
*
Bardzo dziękuję Maćkowi i Mirkowi za możliwość uczestnictwa w tym spotkaniu. Mam nadzieję, że nie ostatnim. Marzy mi się promocja książki w Nowej Hucie: przecież to tam miało miejsce wiele wydarzeń opisanych w Waszej pracy. Na sali, w trakcie spotkania, widziałem Macieja Mieziana z Muzeum Historycznego miasta Krakowa (oddział w Nowej Hucie). I stąd go pytam, prawem kaduka: – Pomożecie?
*

Dziękuję za pytanie i odpowiadam twierdząco. Pomożemy. Tym bardziej, że i moje nazwisko tam się pojawia. Chodziłem wtedy do IX LO i wielu z tych ludzi, którzy są opisani w "Gazie na ulicach" znałem osobiście lub o nich słyszałem, ale nie bardzo wiedziałem co robili. Panowała wtedy zasada: "im mniej wiesz tym krócej cię będą przesłuchiwali". To też nawet o tym co robili moi najbliżsi przyjaciele dowiadywałem się czasami po latach.
OdpowiedzUsuń na zawszeJeśliby ktoś chciał drobnego uzupełnienia do książki to na stronie IX LO są moje wspomnienia z tego czasu:
http://www.ixlo.krakow.pl/index.php?sub=wsp7
Krowodrza i okolice Pl. Wolności (dziś Inwalidów) były w czasach stanu wojennego dość niezwykłym miejscem. Z jednej strony był to drugi po Nowej Hucie "bastion" "Solidarności", a jednocześnie miejsce gdzie znajdowały się wielkie komendy milicji, garaże ZOMO, zakłady zbrojeniowe i jednostki "czerwonych beretów". A w tym wszystkim tkwiliśmy My - zbuntowani nastolatkowie w podartych dżinsach, flanelowych koszulach i "katanach", walczący jednocześnie o obalenie komuny, pokój na świecie i wolną Irlandię (najczęściej w tej właśnie kolejności). Faktycznie - można by o tym nakręcić niezły film.
Pozdrawiam
M. Miezian
Panie Macieju/Macieju, dzięki za komentarz.:-) Będzie mi miło odnowić znajomość, zawartą przed laty, gdy pisałem reportaż o NH i poświęcił mi Pan wiele czasu, opowiadając, m.in. o Andrzeju Szewczuwańcu. Pozdrawiam, k.
OdpowiedzUsuń na zawsze