<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044</id><updated>2012-02-16T03:00:19.982-08:00</updated><category term='queer'/><category term='neoliberalizm'/><category term='pudle'/><category term='lewica'/><category term='homo sovieticus'/><category term='wspomnienia'/><category term='Adam Zagajewski'/><category term='pamięć'/><category term='&quot;warstwa myśląca&quot;'/><category term='Mikołaj Bierdiajew'/><category term='PSS'/><category term='Roma Kahl-Stachniewicz'/><category term='salon'/><category term='historia zbawienia'/><category term='Gieorgij Cziczerin'/><category term='zbydlęcenie'/><category term='jerzy mohl'/><category term='&quot;solidarność&quot;'/><category term='Paweł Rojek'/><category term='dziadkowie'/><category term='ryszard bugaj'/><category term='okulary'/><category term='pressje'/><category term='Marek Bik'/><category term='Michał Witkowski'/><category term='Marks'/><category term='Nowa Huta'/><category term='PiS'/><category term='komercja'/><category term='Grzegorz Pirowski'/><category term='Rosja'/><category term='kopalnia &quot;Wujek&quot;'/><category term='populizm'/><category term='stan wojenny'/><category term='gen. bronisław kwiatkowski'/><category term='&quot;gaz na ulicach&quot;'/><category term='Gazeta Wyborcza'/><category term='dzieje powszechne'/><category term='rocznica śmierci'/><category term='prl'/><category term='opozycja'/><category term='&quot;Doktor Żywago&quot;'/><category term='rewolucja'/><category term='dzienniczek lektur'/><category term='Polska'/><category term='C.K. Norwid'/><category term='walka klas'/><category term='andrzej blacha'/><category term='Grzegorz Hajdarowicz'/><category term='Krzysztof Leski'/><category term='rebelya.pl'/><category term='Józef Czapski'/><category term='miłosz lodowski'/><category term='mirek lewandowski'/><category term='metal'/><category term='Charles Péguy'/><category term='1982 r.'/><category term='miesięcznik ZNAK'/><category term='transformacja'/><category term='niepodległość'/><category term='Lepper'/><category term='&quot;Wiechy&quot;'/><category term='kraków'/><category term='III RP'/><category term='norwegia'/><category term='antysalon'/><category term='Jaworzno-Szczakowa'/><category term='zwierzęta domowe'/><category term='metallica'/><category term='ikona'/><category term='black metal'/><category term='Irena Grudzińska-Gross'/><category term='Jean Luc Marion'/><category term='Święta'/><category term='Nowy Obywatel'/><category term='indywidualizm'/><category term='Leon Pasternak'/><category term='idol'/><category term='Francis Fukuyama'/><category term='zomo'/><category term='naomi klein'/><category term='Beylin'/><category term='WiP'/><category term='piotr pałka'/><category term='socjalizm'/><category term='Henri de Lubac'/><category term='&quot;o rewolucji&quot;'/><category term='Tadeusz Kowalik'/><category term='lista lektur'/><category term='Wiesław Machajski'/><category term='banan'/><category term='hannah arendt'/><category term='rodzice'/><category term='cioty'/><category term='&quot;syberie&quot;'/><category term='the big four'/><category term='Bogdan Włosik'/><category term='maciej gawlikowski'/><category term='&quot;zwierzyniec&quot;'/><category term='kpn'/><category term='Adam Ciołkosz'/><category term='George Orwell'/><category term='&quot;Siła bezsilnych&quot;'/><category term='tarka'/><category term='&quot;gwiazdozbiór&quot;'/><category term='michał sumiński'/><category term='Aleksander Weissburg-Cybulski'/><category term='historia'/><category term='ankieta'/><category term='system sowiecki'/><category term='marian zdziechowski'/><category term='&quot;pod prąd&quot;'/><category term='biografia'/><category term='Lew  Trocki'/><category term='Vaclav Havel'/><category term='black sabbat'/><category term='Richard Sennett'/><category term='epitafum na grobie'/><category term='lech wałęsa'/><category term='Bogdan Klich'/><title type='text'>consolamentum</title><subtitle type='html'>Krzysztof Wołodźko, stały współpracownik NOWEGO OBYWATELA, publicysta pism niszowych. Miłośnik Nowej Huty.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>19</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-3943946127221568520</id><published>2012-01-28T04:49:00.000-08:00</published><updated>2012-01-28T09:10:04.728-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='III RP'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowy Obywatel'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miesięcznik ZNAK'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ankieta'/><title type='text'>Demokracja w Polsce: oceniam na niedostateczny plus</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.znak.com.pl/files/covers/card/Znak_677_X2011.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.znak.com.pl/files/covers/card/Znak_677_X2011.jpg" width="233" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Publikuję swój głos w ankiecie dla &lt;a href="http://www.miesiecznik.znak.com.pl/" target="_blank"&gt;ZNAK&lt;/a&gt;, zamieszczony w numerze 677 (październik 2011). Pytania Redakcji: Co chciałbyś zmienić w polskim życia publicznym? Czym twoje środowisko różni się od obecnych elit opiniotwórczych? Jakie tematy twoim zdaniem stanowią w Polsce ciągle temat tabu? Które z nich w pierwszej kolejności wymagają poważnej debaty?&amp;nbsp; Jak oceniasz jakość demokracji w Polsce? Co Pana/Pani zdaniem należy zrobić, by wzmocnić polską demokrację? &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt; Co chciałbyś zmienić w polskim życia publicznym?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wierszu „Miasto, w którym chciałbym zamieszkać” Adam Zagajewski pisze: „To miasto jest ciche o zmierzchu,/ gdy blade gwiazdy budzą się z omdlenia,/ i głośne w południe głosami ambitnych filozofów i kupców, którzy przywieźli ze wschodu aksamit./ Płoną w nim ognie rozmów,/ ale nie stosy./ Stare kościoły, omszałe kamienie/ dawnej modlitwy, są w nim jak balast i jak rakieta kosmiczna./ To jest miasto sprawiedliwe,/ gdzie nie karzą obcych,/ miasto szybkiej pamięci/ i powolnego zapomnienia,/ tolerujące poetów, wybaczające prorokom/ brak poczucia humoru”.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na pierwsze pytanie redakcji „ZNAKU” odpowiadam zatem: chciałbym żeby mój kraj stał się podobny do miasta, w którym pragnie zamieszkać poeta. Państwo „ciche o zmierzchu”, to państwo ładu i pokoju, spokojnego snu jego mieszkańców, pewnych stabilności swojego życia, swojej przyszłości, pracy, dochodów, mieszkania, wykształcenia; państwo równych szans i szerokich perspektyw. &lt;br /&gt;Państwo „ambitnych filozofów i kupców, którzy przywieźli ze wschodu aksamit”. Państwo wysokiej kultury, a nie szeroko rozstawionych „kulturalnych spelunek”, których pełne są dziś nasze media. Państwo szkół, bibliotek, czytelni, wspierające rozwój nowoczesnych technologii, wyższych uczelni z prawdziwego znaczenia, gdzie się pamięta jeszcze, co znaczy „idea uniwersytetu”. A równocześnie państwo w którym szanuje się ludzką pracę, samodzielność, inicjatywę, a bogactwo myśli prowadzi wprost do bogactwa życia, we wszystkich jego wymiarach.&lt;br /&gt;Państwo, w którym „płoną ognie rozmów, a nie stosy”. Państwo, którego obywatele potrafią ze sobą rozmawiać, zamiast okładać się nawzajem ideologicznymi pałkami. Państwo, w którym debaty publiczne są merytorycznymi dyskusjami, a nie biciem w (partyjny) werbel, który inny poeta nazwał „dyktatorem muzyk rozgromionych”. Państwo, w którym media czują odpowiedzialność za swój przekaz i nie podlegają jedynie biznesowo-koteryjnym zależnościom.&lt;br /&gt;Państwo sprawiedliwe, którego obywatele rzeczywiście kierują się w swoim życiu etyką i ta etyka przenika całe życie publiczne, społeczne, jest etyką działania, pracy, współistnienia, budowania wspólnot, lokalnych społeczności, prowadzi do wspólnoty celów. Państwo zakorzenione w całym bogactwie swej wielowiekowej, geograficznie bardzo rozległej tożsamości, pamiętające swoich poetów i proroków, geniuszy i świętych, zbrodniarzy i bohaterów, nie przekrawające swojej historii do takiej lub innej opcji ideowej czy politycznej, państwo bezinteresownej pamięci o własnej polskości.&lt;br /&gt;Wiem, to pokrętna odpowiedź. Zatem jednym zdaniem: polskie życie publiczne jest dla mnie życiem, z którego kultura ucieka jak dusza z umierającego ciała. Kultura myśli, słowa i działania. Potrzebna jest zatem reanimacja.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt; Czym twoje środowisko różni się od obecnych elit opiniotwórczych?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz mniej poezji, więcej prozy życia: myślę że wyróżnia nas bardzo zdecydowana postawa prospołeczna, pro-pracownicza, troska o tzw. „Polskę prowincjonalną”, nie oglądaną z perspektywy mediów głównego nurtu. Dalej: pogłębione widzenie lewicowości, postrzeganej nie jako pewna moda, kulturowe nowinkarstwo, ale w zgodzie z jej najlepszymi, światowymi i polskimi tradycjami, z wyraźnym dystansem wobec, np. lewicy postsowieckiej, post-PRL-owskiej. Ponadto, podejmowanie problemów społecznych i ekonomicznych Polski w horyzoncie „długiego trwania”: jako bodaj pierwsze pismo w kraju zajęliśmy się problemem nowego systemu emerytalnego i to w czasie, gdy ogół dość bezrefleksyjnie przyjmował obecny model jako „jedynie słuszny”.&lt;br /&gt;Nie szukaliśmy też nigdy – co ma swoje plusy i minusy – sposobów, by „wejść na salony”. Myślę, że jesteśmy outsiderami ideowymi. Dla wielu z nas bohaterami pierwszej „Solidarności” są Joanna i Andrzej Gwiazdowie, często traktowani przez mainstream jako „oszołomy”. Nie jesteśmy piewcami ani dobrze widzianych haseł neoliberalizmu gospodarczego, ani takiej lewicowości, która spełnia się jako kulturowa czy obyczajowa awangarda. Łączymy myśl lewicową i ekologiczną z szacunkiem dla patriotyzmu czy tożsamości narodowej, ale bez jakiegokolwiek szowinizmu. Wielokrotnie na naszych łamach podejmowaliśmy tematy związane z katolicką nauką społeczną, wskazując na jej mocny, solidarystyczny rys, a równocześnie trzymamy się z daleka od dociekań natury „teologicznej”, co się zdarza nowej lewicy, lubującej się czasem w dekonstrukcji katolickich dogmatów. To jest kompletnie poza naszym zainteresowaniem. &lt;br /&gt;Stronimy od bieżących wojen politycznych i ideologicznych, uznając, że stanowią one często zasłonę dymną, albo łatwy sposób ucieczki od wielu nawarstwiających się w Polsce problemu, stanowiących realną bolączkę w życiu większości „zwykłych ludzi”. Dlatego bardziej od „smoleńskiej mgły” albo „odradzającego się pisowskiego faszyzmu” interesują nas prawa pracownicze, kondycja gospodarcza państwa, jego sytuacja społeczna czy ekonomiczna, jakość życia obywateli. To istotne: jesteśmy pismem obywateli, a zatem ludzi, którzy czują się odpowiedzialni za swoje wspólnoty, mniejsze i większe. Stąd z pozoru błahe, czy nieinteresujące dla mainstreamu tematy (przedszkola, lokalne szkoły i biblioteki, regionalne rozkład jazdy pociągów, kwestie spółdzielczości, etos społecznikowski, obywatelskie inicjatywy ustawodawcze, budownictwo społeczne, codzienne bytowe troski kobiet) są dla nas na pierwszym planie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jakie tematy twoim zdaniem stanowią w Polsce ciągle temat tabu? Które z nich w pierwszej kolejności wymagają poważnej debaty?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mam wrażenie, że w polskiej debacie publicznej w sposób bardzo naskórkowy, a czasem wręcz cynicznie uproszczony mówi się o problemach rodziny. Spadająca wciąż dzietność jest bardzo poważnym sygnałem, że coś jest nie tak z naszym państwem, społeczeństwem. Nie jest to może temat tabu w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale panuje wokół tego zagadnienia spora cisza, raz po raz przerywana kampaniami informacyjnymi, śmiesznymi w swym gołosłownym paternalizmie czy fałszywej trosce, za którą nic nie idzie i kampaniami wyborczymi.  &lt;br /&gt;W problemach rodziny odbijają się tymczasem wszystkie bolączki współczesnej Polski: niestabilność zawodowa i ekonomiczna, niskie zarobki, śmieciowe umowy o pracę, życie na kredyt, mieszkania na kredyt, brak efektywnej polityki prorodzinnej, emigracja za chlebem, wiążąca się nierzadko z rozpadem rodzin, zmiany struktury społecznej, rosnąca liczba rozwodów, atrofia systemu edukacji, to mozaika która układa się w bynajmniej niepiękny widok. Czasem problemy rodziny ujawniają się z całą wyrazistością: według raportu GUS o ubóstwie w Polsce w 2010 r., opublikowanym w lipcu, to rodziny wielodzietne w Polsce są szczególnie narażone na biedę i wykluczenie społeczne. Czy istnieje w naszym kraju jakaś integralna strategia, dbająca o kondycję i warunki życia, albo szanse dla dobrego rozwoju rodzin wielodzietnych?&lt;br /&gt;Z drugiej strony Polska jest krajem „toksycznej familiarności”, „brudnego kapitału społecznego”, gdzie życie obywatelskie czy społecznikowskie jest przytłumione przez fałszywy kult rodziny, znajomości, układów i układzików, które nierzadko u podstaw mają więzy krwi. Rodzina stanowi wtedy znakomity i fałszywy pretekst do pielęgnowania egoizmu społecznego, braku zaangażowania w dobro publiczne, obojętności na drugiego człowieka. I to także świadczy o jej erozji.&lt;br /&gt;Z problemem rodziny wiąże się – pośrednio – poważny problem polityczny. I to rzeczywiście jest temat tabu: jak pojmują swoją rolę elity polityczne w Polsce? W jaki sposób poczuwają się do odpowiedzialności za polskie państwo? Politykę jako służbę „polis” ruguje public relations, politycy w mediach stają się coraz mniej intelektualnie samodzielni, brak im odwagi cywilnej, na pytania-klisze odpowiadają wg partyjnych wytycznych. Nie są przy tym nawet sprawnymi technokratami, sprawiają bardziej wrażenie figurantów czy marionetek. Pojęcie „męża stanu” nie ma już jakiegokolwiek punktu odniesienia do dzisiejszej rzeczywistości. &lt;br /&gt;Tematem tabu jest zatem samoświadomość polityczna naszych elit, jej artykulacja, w konsekwencji brak uczciwej odpowiedzi (i brak odpowiedzialności) przed wyborcami, społeczeństwem, brak odniesienia do etosu państwa. Wszystko to sprawia, że polityczna odpowiedzialność znika z horyzontu, że myślenie długofalowe o Polsce, jej perspektywach staje się  jeszcze jednym elementem politycznego marketingu. „Narodowe byle-trwanie” (wedle słów Jacka Kaczmarskiego” staje się byle-trwaniem państwa.&lt;br /&gt;I ta kwestia powiązana jest z trzecią. I to także jest temat tabu, tym bardziej, że dotyczy następnego istotnego podmiotu polskiego życia publicznego, czyli mediów. Na ile są one jeszcze zainteresowane rzetelną i odpowiedzialną informacją, a na ile zarabianiem na samym siebie i uprawianiem polityki „w białych rękawiczkach”. Jeśli czwarta władza patrzy na ręce politykom, kto patrzy na ręce czwartej władzy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Co Pana/Pani zdaniem należy zrobić, by wzmocnić polską demokrację? &lt;br /&gt;&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Jakość demokracji w Polsce oceniam na niedostateczny z plusem. Wiem, że to bardzo surowa ocena, ale nie przekonują mnie ewentualne kontrargumenty, że mamy wolne wybory, wolność słowa, że przecież nie żyjemy już w PRL. To za mało, to rzeczy elementarne przecież. Obecna forma demokracji spełnia się w sposób niedostateczny, ponieważ zbyt często i pod zbyt wieloma względami przypomina jakąś formę hybrydy między demokracją, oligarchią, plutokracją a anarchią. Mamy bardzo słabo rozwiniętą sieć  życia wspólnotowego, obywatelskiego. Struktury partyjne są skostniałe, zmiany w ich obrębie dokonują się przez kooptację, politycy powiązani z biznesem zawłaszczają dla siebie Polskę lokalną, samorządową. Wiele problemów (odsyłam do takich inicjatyw jak niedawny, poznański Kongres Ruchów Miejskich) obywatele muszą załatwiać niejako przeciw swoim elitom i wybieralnym władzom, bez większej nadziei, że zostaną przez nie poważnie, po partnersku potraktowani. Dyskusje publiczne polityków (ale też coraz bardziej publicystyka!) są jak spotkania z nachalnym komiwojażerem, albo telefon od tele-marketera. A tych z zasady nie odbieram.&lt;br /&gt;Myślę, że długofalowe zmiany są możliwe tylko w sytuacji skrajnej, czyli poprzez głęboki, długotrwały kryzys i wyłonienie się nowych elit. Nie specjalnie wierzę w samorefleksję ważnych sił życia publicznego, ponieważ one są z definicji beneficjentami obecnego stanu rzeczy. Możliwa jest też zmiana pokoleniowa, ale ta zawsze jest zagadką: nie ma pewności, że młodzi w procesie rekrutacji, kooptacji i wrażania się w obowiązki nie wejdą w buty swoich pryncypałów. Siła bezwładu to straszna potęga. Chyba że młodzi okażą się na tyle krytyczni, bezkompromisowi i nonkonformistyczni, że zejdą z utartych szlaków. I na przykład, serio potraktują polską edukację. Bo, ponoć, takie będą Rzeczpospolite, jakie młodzieży chowanie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-3943946127221568520?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/3943946127221568520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2012/01/demokracja-w-polsce-oceniam-na.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/3943946127221568520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/3943946127221568520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2012/01/demokracja-w-polsce-oceniam-na.html' title='Demokracja w Polsce: oceniam na niedostateczny plus'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-6005083481831351893</id><published>2012-01-21T11:37:00.000-08:00</published><updated>2012-01-21T12:01:56.003-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rocznica śmierci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='George Orwell'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><title type='text'>Faszystowska hiena: George Orwell</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/23/GeoreOrwell.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/23/GeoreOrwell.jpg" width="230" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Człowiek którego nazwisko którego nazwisko i twórczość są w Polsce przywoływane dość często, choć zdawkowo. Mówimy: „istny Orwell”, mówimy: toż to rok „1984”! I właściwie tyle. No, może jeszcze pamięta się jego słowa o lewicowych intelektualistach. &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tego człowieka, uczestnika walk w Hiszpanii po stronie Republiki, zdeklarowanego człowieka lewicy, który z taką pasją, z bliska opisał życie biedaków, słabo opłacanych pracowników najemnych, górników, powołuje się najczęściej prawica. Tak się to wszystko w Polsce plecie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą, lepsza taka pamięć, niż żadna, post-PRL-owska lewica nie ma wszak żadnego w interesu, by o Nim wspominać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znamy go przede wszystkim jako autora „Folwarku zwierzęcego” i „Roku 1984”. Ale dla mnie Orwell to przede wszystkim autor „Drogi na Molo w Wigan", „Dzienników wojennych”, zbioru „Anglicy i inne eseje”, tekstów w rodzaju „Jak umierają ubodzy”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od tego, co mi najbliższe. David J. Taylor, autor uważanej za najlepszą biografii Orwella, we wstępie do jej polskiego wydania stwierdza: „Dla George`a Orwella nieszczęścia, jakie dotknęły Polskę podczas drugiej wojny światowej – oraz po tej wojnie – stanowiły symbol oszukaństw i obłudy praktykowanych w imię &amp;gt;wolności&amp;lt;. Jego artykuł o Powstaniu Warszawskim opublikowany na łamach &amp;gt;Tribune&amp;lt;, demaskujący hipokryzję stosunku lewicowców do Związku radzieckiego, zawiera jeden z najbardziej miażdżących ataków na komunistycznych &amp;gt;poputczików&amp;lt;”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To właśnie w tym tekście Orwell zapisał: „Zapamiętajcie, że za nieszczerość i tchórzostwo trzeba zawsze zapłacić. Nie myślcie, że przez całe lata można uprawiać służalczą propagandę na rzecz radzieckiego lub też jakiegokolwiek innego reżimu, a potem powrócić do nagle do intelektualnej przyzwoitości. Raz się skurwisz – kurwą zostaniesz”. Wrogowie nie pozostawali mu zresztą dłużni, on sam w rozmowie z jednym przyjaciół z ironią wyliczał inwektywy komunistów pod swoim adresem: – &lt;b&gt;„Faszystowska hiena... Faszystowska ośmiornica... – tu [Orwell] przerwał na chwilę – Oni bardzo lubią zwierzęta”&lt;/b&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomnę, że pisarz poświęcił osobny tekst „procesowi” szesnastu przedstawicieli polskiego ruchu oporu, jaki odbył się w Moskwie. Jes to nieopublikowany list do redakcji „Tribune”, datowany na bodaj 26 czerwca 1945 roku. Interesujące, że to, co później stało się przedmiotem analiz, co odkrywano jako novum  dotyczące Sowietów i stosunku sporej części opinii publicznej Zachodu do nich, dla Orwella, socjalisty przecież, było jasne już wtedy. Manipulacje w sposobie obiegu informacji były widoczne gołym okiem. I zakłamanie, obecne nie tylko po stronie sympatyków sowieckiego komunizmu. To zakłamanie było powszechne. Bo „Rok 1984” – uświadommy to sobie – powstał w takiej właśnie atmosferze, nie totalitarnej, ale demoliberalnej autocenzury!  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozwolę sobie na nieco dłuższy cytat: „Polakom zarzucono to, że próbują zachować niepodległość własnego państwa, przeciwstawiając się jednocześnie narzuconemu ich krajowi marionetkowemu rządowi; jak również to, że pozostają posłuszni rządowi w Londynie, uznawanemu w tym czasie przez cały świat, wyjąwszy ZSRR. (...)Nim tych szesnastu Polaków przybyło do Moskwy, prasa brytyjska nazywała ich wysłannikami politycznymi, utrzymując, że zostali wezwani po to, żeby uczestniczyć w rozmowach dotyczących sformowania nowego rządu. Po ich aresztowaniu wszelkie wzmianki o statusie wysłanników znikneły z prasowych łamów – jest to przykładem cenzury, niezbędnej do tego, żeby ów podwójny standard został zaakceptowany przez opinię publiczną (...)”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Orwell zdawał sobie sprawę, jak tego typu zakłamanie może wpłynąć na kondycję brytyjskiego socjalizmu. Mówiąc nieco patetycznie, to on był faktycznym sumieniem zachodniej lewicy, a nie lewaccy intelektualiści, którzy dali się nabrać urokowi Stalina i organizowanym przy udziale sowieckich służb bezpieczeństwa wycieczkom po Kraju Rad. Uczciwość była dla niego warunkiem etycznego przetrwania socjalizmu, dlatego w wyżej cytowanym tekście zaznaczał: „Cała sprawa dotyczy wpływu rosyjskiego mythos na ruch socjalistyczny tutaj, w naszym kraju. Obecnie wszyscy stosujemy , i to zupełnie otwarcie, ów podwójny standard moralności. Wykrzykujemy ze zgrozą, że masowe deportacje, obozy koncentracyjne, praca przymusowa i tłumienie wolności słowa to straszliwe zbrodnie, ale jednocześnie głosimy, że nic takiego się nie dzieje, jeśli wszystko to dotyczy ZSRR, czy też jego państw satelickich: w razie czego uwiarygodniamy nasze postępowanie, manipulując informacjami i przemilczając niewygodne fakty.Nijak nie zbuduje się zdrowego ruchu socjalistycznego, gdy będzie się akceptować każdą zbrodnię, jeśli tylko popełnił ją ZSRR”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I stwierdzał dalej: „Nikt lepiej ode mnie nie wie, jak bardzo niepopularne jest wypowiadanie w obecnej chwili opinii antyrosyjskich. Cóż jednak z tego? Mam dopiero czterdzieści dwa lata i dobrze pamiętam czasy, kiedy równie niebezpieczne było powiedzenie czegokolwiek prorosyjskiego. Mało tego: pamiętam również, jak robotnicza publiczność wygwizdywała mówców używających słowa &amp;gt;socjalizm&amp;lt;. Te mody mijają, co jednak w tym wypadku nie nastąpi, jeśli rozumni ludzie nie zechcą zaprotestować przeciw obecnym fałszerstwom i manipulacjom.Ruch socjalistyczny przetrwał tylko dlatego, że w ostatnim stuleciu niewielkie grupy oraz pojedyncze osoby były skłonne stawać twarzą w twarz ze sprawami niepopularnymi”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;Nie ma jednak powodu, by sądzić, że polemiczne ostrze Orwella zwracało się tylko przeciw poputczikomkomunizmu. W „Dziennikach wojennych” pisarz, szczególnie wyczulony na kwestie klasowe (cytowany D.J. Taylor uważa, że było to zainteresowanie niemal obsesyjne) bez ogródek rozprawia się z egoizmem bogaczy. Czas bombardowań Londynu: „Każdy, z kim rozmawiałem, zgadza się, że opuszczone umeblowane domy na West Endzie powinno się przekazać osobom pozbawionym dachu nad głową, przypuszczam jednak, że te zamożne wieprze wciąż mają dość silne wpływy, żeby temu zapobiec.Pewnego dnia pięćdziesięciu mieszkańców East Endu, pod wodzą kilku dzielnicowych radnych, wmszerowało do „Savoyu&amp;lt;, domagając się udostępnienia schronu przeciwlotniczego. Personelowi udało się ich pozbyć dopiero po odwołaniu alarmu, wtedy wyszli sami. Gdy człowiek widzi, jak bogaci nadal się zachowują teraz, gdy wojna wyraźnie przekształca się w wojnę rewolucyjną, przychodzi na myśl Petersburg w roku 1916”.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą interesujące, jak Orwell pragmatycznie podchodzi do wojny; analizuje nawet zawartość szpalt gazetowych pod kątem umieszczanych w nim reklam i szydzi z billboardów na stacji metra: „mdli mnie na widok reklam, tych patrzących głupio twarzy i jaskrawych, bijących po oczach kolorów; trwa zaciekła walka o to, by skłonić ludzi do marnowania pracy i surowców na konsumpcję niepotrzebnych artykułów luksusowych oraz szkodliwych dla zdrowia specyfików”. Zresztą, z niemal paskarskim zacięciem oblicza też inne koszta: „14. 09. 1940: Pierwszej nocy, podczas której prowadzono ogień zaporowy, o największym jak dotychczas natężeniu, podobno wystrzelono pięćset tysięcy pocisków, to znaczy, że ogólny koszt tej imprezy wyniósł dwa i pół miliona funtów. Jednak było to warte tej kwoty, zważywszy dodatni wpływ na morale ludności”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzięki swojemu wyczuleniu na tak przyziemne kwestie, wyostrzonemu zmysłowi obserwacji był znakomitym reportażystą, opisującym m.in. kwestie socjalne w Niemczech zaraz po wejściu aliantów na ich terytorium. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;Myślę, że ta przyziemność Orwella, to przegryzanie się przez powszedniość, znajomość realiów życia ludzi pracy zabezpieczała go przed doktrynerstwem, nie pozbawiając idei. W artykule „Tygodniki dla chłopców”(wrzesień 1941rok) zastanawia się: „dlaczego nie istnieje coś takiego jak lewicowe pisma dla chłopców?” I odpowiada:„Już sama o nich myśl wywołuje lekkie mdłości. Albowiem przeraźliwie łatwo się domyślić, jakie treści zawierałyby takie pisma. Pamiętam, jak w 1921 roku jakiś optymista stał wśród tłumu uczniów &amp;gt;public school&amp;lt; i rozdawał literaturę komunistyczną. Ja otrzymałem coś w rodzaju katechizmu: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;gt;Pyt.: Czy chłopiec komunista może zostać harcerzem, towarzyszu? &lt;br /&gt;Odp.: Nie, towarzyszu. &lt;br /&gt;Pyt.: Dlaczego, towarzyszu? &lt;br /&gt;Odp.: Dlatego, towarzyszu, że harcerze muszą oddawać honory brytyjskiej fladze narodowej, która jest symbolem tyranii i prześladowań&amp;lt;. I tak dalej, i tak dalej”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu powiem nieco złośliwie, że gdy dziś zaglądam z kolei na niektóre prawicowe portale, mam wrażenie podobnej sztampy, ze znakiem przeciwnie skierowanym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji, wszystkim miłośnikom „Oliviera Twista”, „Klubu Pickwicka” i innych powieści Dickensa polecam szczerze esej Orwella o tym dżentelmenie, zatytułowany po prostu: „Karol Dickens”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;I już niemal na koniec, jeden z tych wciskających mnie w krzesło fragmentów z Orwella, z „Drogi na molo w Wigan”, która jest m.in. relacją z życia pośród górników, komiwojażerów, zbieraczy chmielu, relacją z życia w tanich noclegowniach i „hotelach domowych”. Czasem tak myślę, że gdybyśmy mieli w Polsce jednego, ba, pół Orwella, polska lewica zmyłaby z siebie znacznie szybciej wstyd PRL-u. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Patrząc na fedrujących górników, natychmiast uświadamiamy sobie, w jak różnych światach żyją ludzie. Tam, pod ziemią, gdzie wydobywa się węgiel, istnieje całkowicie odrębny świat – można bardzo łatwo przejść przez życie i nigdy o nim nie usłyszeć. A jednak owa podziemna kraina jest absolutnie niezbędnym przeciwieństwem naszego świata, tego na powierzchni. Praktycznie do wszystkiego, co robimy – od smakowania lodów do przemierzania Atlantyku – pośrednio lub bezpośrednio niezbędny jest węgiel. Jest on również niezbędny do uprawiania wszystkich pokojowych sztuk; podczas wojny tym bardziej go potrzeba. W czasie rewolucji górnicy muszą pracować, bo inaczej rewolucja upadnie, bowiem – podobnie jak kontrrewolucja – i ona potrzebuje węgla. Bez względu na to, co dzieje się na powierzchni, wydobywanie węgla i przerzucanie go łopatami musi trwać nieustannie lub co najwyżej z kilkutygodniową przerwą. Po to, żeby żołnierze Hitlera mogli maszerować, wyrzucając wysoko nogi w powietrze; żeby papież mógł potępiać bolszewizm; żeby tłumy kibiców mogły gromadzić się na Lord`s; żeby pedałkowaci poeci mogli kadzić sobie wzajemnie – węgiel musi być nieprzerwanie dostarczany (...). Na ogół jesteśmy nieświadomi tego faktu; wiemy tylko, że &amp;gt;musimy mieć węgiel&amp;lt;, ale rzadko kiedy pamiętamy (lub nie pamiętamy nigdy), z czym łączy się wydobywanie tego surowca. (...) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze niedawno warunki pracy w kopalniach były znacznie gorsze niż obecnie. Nadal żyje kilka wiekowych staruszek, za młodu pracujących w kopalni, którym zaciskano w pasie uprząż, a łańcuchy ciążyły im pomiędzy nogami, kiedy posuwały się na czworakach ciągnąc niecki wypełnione węglem. Wykonywały to zajęcie nawet w czasie ciąży (...).  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najczęściej, ma się rozumieć, wolimy nie pamiętać o istnieniu i trudzie tych ludzi. Ma to zresztą odniesienie do wszystkich rodzajów pracy fizycznej; dzięki niej żyjemy, a jednak nie jesteśmy świadomi jej znaczenia. (...) Wy i ja, wydawca „Times Literary Supplement”, pedałkowaci poeci, arcybiskup Canterbury, towarszysz X, autor &amp;gt;Marksizmu dla dzieci&amp;lt; - my wszyscy w rzeczy samej – to, że żyjemy stosunkowo nieźle i przyzwoicie zawdzięczamy tym zapracowanym biedakom pod ziemią, usmolonym aż po gałki oczne, o gardłach wypełnionych węglowym pyłem, wbijającym łopaty w zwały urobku i wykorzystującym przy tym zajęciu stalowe mięsnie swoich rąk i brzuchów”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten opis w naszym świecie może wydawać się dziwny, może banalny, niewielu poznałem w życiu ludzi, którzy nie paraliby się lżejszą czy cięższą pracą fizyczną, ale przypomnijmy atmosferę myślenia klas wyższych w Anglii w tamtych czasach: "Wytworne wille w Southwold [gdzie mieszkali rodzice pisarza - KW]w latach międzywojennych po prostu zaludniały starsze damy wbijające szpilki w lalki przedstawiające pana Coocka, radykalnego przywódcę górników, święcie przekonane, że jeśli klasa robotnicza otrzyma łazienki, wykorzysta wanny do przechowywania węgla" (D.J. Taylor). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;Na koniec jeszcze polski akcent: dzięki znajomości Czapskiego, jego opowieściom o Stalinie, pisarz zmienił nieco zakończenie „Folwarku Zwierzęcego”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec anegdota, niewesoła. Bartłomiej Zborski, tłumacz cytowanej tu biografii Orwella, opowiada ją w zakończeniu książki: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Było tak. W 2003 roku przypadała setna rocznica urodzin Orwella, pomyślałem więc, że być może Polskie Radio zechciałoby powiedzieć coś na antenie o autorze, było nie było, dwóch książek, które otworzyły światu oczy na totalitaryzm (...). Zaproponowałem więc pani redaktor E.H. (...) sporo ciekawych rzeczy o Orwellu – o jego związkach z Polską i z polską emigracją, o jego proteście przeciw „Procesowi szesnastu”. o poszukiwaniu nagrań jego głosu, o jego pracy jako dziennikarza radiowego. (...) Wtedy, w roku 2003, wieczorny program kulturalny nadawano akurat w przeddzień rocznicy orwellowskiej. Słucham i uszom nie wierzę: długa rozmowa z jakimś czwartorzędnym szarpidrutem, zwierzającym się, że gdy mieszkał w hotelu w Radomiu, to właśnie tam doznał olśnienia i napisał kilka piosenek. Nic to, myślę, na pewno przygotowali na przypadającą w następnym dniu rocznicę coś specjalnego i wyjątkowego – tyle że nie w ramach kulturalnej ramówki. Owszem, nadano – wywiad z gościem specjalnym, kosmonautą Mirosławem Hermaszewskim, członkiem WRON.Po kilku minutach słuchania zacząłem kręcić potencjometrem odbiornika. Orwell... Orwell... Orwell – słyszałem w kilkunastu językach”.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;George Orwell: 25 czerwca 1903 roku – 21 stycznia 1950 &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W trakcie nabożeństwa żałobnego odczytano fragment z Księgi Koheleta: „...i wróci się proch do ziemi, tak jak nią był, a duch powróci do Boga, który go dał”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;*&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;George Orwell, „Droga na molo w Wigan” (1937)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jechałem pociągiem wśród straszliwego krajobrazu hałd, kominów fabrycznych; złowrogich, brudnych, ohydnych kanałów (…). Lokomotywa ciągnęła powoli wagony przez peryferyjne dzielnice miasta, mijaliśmy całe szeregi niewielkich, szarych, slumsowatych domków, biegnące prostopadle do nasypu. Na tyłach jednego z nich klęczała na kocich łbach młoda kobieta, wtykając patyk w ołowianą rurę ściekową. (…) Spojrzała w górę na przejeżdżający pociąg, a ja znalazłem się tak blisko, że niemal mogłem jej spojrzeć w oczy. Miała okrągłą, bladą twarz, typową zmęczoną twarz mieszkanki slumsów, dwudziestopięciolatki, lecz z powodu poronień i nieustannej harówki wyglądającej na lat czterdzieści; dostrzegłem w jej oczach tak bezbrzeżny smutek i beznadzieję, że jakich nigdy wcześniej w życiu nie oglądałem. (…) Biedaczka była aż nadto świadoma swojego losu – rozumiała tak samo dobrze jak ja, jakie to straszne klęczeć tak w przejmującym chłodzie na oślizłych kamieniach podwórka slumsowego domu i przepychać kijem ohydną rurę”&lt;a href="http://consolamentum.salon24.pl/368248,moja-lewicowa-pierwsza-dziesiatka-ksiazki#sdfootnote12sym"&gt;12&lt;/a&gt; – to jeden z bodaj najbardziej przejmujących fragmentów „Drogi…”, w której Orwell (właściwie Eric Blair) daje opis swojej dwumiesięcznej podróży po biednych, przemysłowych rejonach północnej Anglii; podróży, jaką rozpoczął pod koniec stycznia 1936 roku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Droga…” jest książką, o której treści i mocy przekazu decyduje zarówno wyostrzony zmysł obserwacji Orwella-reportażysty, jak wrażliwość i zdolność namysłu, jasnego przedstawienia myśli przez Orwella-eseistę. Pisarz ogląda z bliska chociażby pracę górników, ich obyczaje, mieszkania, rodziny, żyje w tanich pensjonatach, rozmawia z ludźmi, których świata właściwie dotąd nie znał. Jest to świat ubogi, surowy, pełen własnych nadziei i beznadziei, świat oddzielony kulturowymi i ekonomicznymi normami i rytuałami od pozostałych klas społecznych. W spotkaniu z nim rodzić się zaczyna Orwell-socjalista, ale nie pro-sowiecki dogmatyk, lecz trzeźwy analityk porządku społecznego, zakochany przy tym w „radosnej, starej Anglii”. Jego „Droga…” to ostrość pióra, zdolność wczucia się w otaczającą rzeczywistość, przy równoczesnym zachowaniu własnej tożsamości. I szczerość autora wobec siebie: „Nie miałem pojęcia, w jakich warunkach żyje klasa robotnicza (…). Straszliwy los przyzwoitego człowieka żyjącego z pracy własnych rąk, wyrzucanego nagle na bruk po wielu latach stałego zatrudnienia, jego rozpaczliwe zmagania z prawami ekonomicznymi, których nie pojmuje ni w ząb, rozpad rodzin, wyniszczające psychicznie poczucie wstydu – żadnej z tych rzeczy osobiście nie doświadczyłem. »Bieda« była dla mnie synonimem zwykłego głodowania”&lt;a href="http://consolamentum.salon24.pl/368248,moja-lewicowa-pierwsza-dziesiatka-ksiazki#sdfootnote13sym"&gt;&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę dobrze by było, gdyby prawica czytała Orwella nie tylko jako autora „Roku 1984”… Dobrze by było, gdyby i lewica go czytała. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-6005083481831351893?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/6005083481831351893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2012/01/faszystowska-hiena-george-orwell.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/6005083481831351893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/6005083481831351893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2012/01/faszystowska-hiena-george-orwell.html' title='Faszystowska hiena: George Orwell'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-3722608644487718894</id><published>2012-01-05T09:34:00.000-08:00</published><updated>2012-01-05T09:46:33.636-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Adam Ciołkosz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='socjalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PSS'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='niepodległość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biografia'/><title type='text'>Adam Ciołkosz: biografia w rocznicę urodzin</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://ochaby.blox.pl/resource/ciol.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://ochaby.blox.pl/resource/ciol.jpg" width="198" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Adam Ciołkosz przyszedł na świat 5 stycznia 1901 roku. Jego ojciec, Kasper Ciołkosz, człowiek z chłopskiej rodziny, inteligent w pierwszym pokoleniu był jedną z głównych postaci tarnowskiej lewicy. Pierworodny syn Kaspra Ciołkosza, Adam, „wyrastał w domu o silnie zarysowanym obliczu politycznym – lewicowym i społecznikowskim oraz w klimacie fascynacji kulturą polską”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote1sym"&gt;1&lt;/a&gt;. &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W roku 1918 Ciołkosz, harcerz, został żołnierzem Legionów. Służył m.in. w Wydziale Plebiscytowym Ministerstwa Spraw Wojskowych, brał udział w plebiscycie na Warmii i Mazurach. Jak wspominał: „Wiece polskie były rozbijane jeden po drugim. Polscy działacze plebiscytowi byli zaszczutą zwierzyną, niepewną dnia i godziny”. Walczył później w wojnie polsko-bolszewickiej, a na Śląsku, w maju 1921 r., budował pociąg pancerny w kopalni „Emma”. Dowodził nim w bitwie o gorę św. Anny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pierwszych latach II RP Ciołkosz zaangażował się w budowanie „Wolnego Harcerstwa”, opozycyjnego wobec coraz mocniej przenikanych przez endeckie wpływy struktur ZHP. Miał to być ruch pluralistyczny pod względem religijnym i narodowym. Zdaniem Ciołkosza należało „otworzyć możliwość tworzenia drużyn żydowskich i polsko-żydowskich w polskim harcerstwie”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote2sym"&gt;2&lt;/a&gt;. Jak pisał: „usilnie zastrzegam się przeciw (często nieprzemyślanemu) krzewieniu w harcerstwie poglądów o ślepym podporządkowaniu jednostki narodowi, kościołowi lub rodzinie”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od roku 1923 datuje się wzrost znaczenia Ciołkosza w PPS: pracował w zarządzie PPS na ziemi krakowskiej (studiował wówczas prawo na UJ), był sekretarzem redakcji dziennika „Naprzód”, obok „Robotnika” najważniejszego pisma partyjnego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W co wierzył wówczas Ciołkosz? Prof. Friszke przytacza obszerny passus z artykułu „O ogień entuzjazmu” („Głos Niezależny”, styczeń 1925 r.). Oto lud robotniczy „jest mocą, źródłem i celem socjalizmu samego. W nim, w którym żywie legenda i mit socjalizmu, »dobra nowina« mocniejsza od wszystkich partyjnych programów. W nim, który jest dobry, prosty i wierny. (…) Cóż warta cała mądrość zobojętniałego i do cna wynicowującego wszystko inteligenta, wobec wierności dla socjalizmu górnika z Cieszyńskiego, który przerzucony losem w czysto rolnicze strony kraju, kilka mil pieszo idzie w mroźny, wolny po sześciu dniach pracy, dzień niedzielny, do najbliższego miasta, aby zgłosić się w partyjnym sekretariacie, bo on »bez organizacji żyć nie może«. Czymże są wszystkie nasze drobne poświęcenia, wobec robotnika, który konając na listopadowym bruku, prosi towarzyszów pracy i walki, by go grzebano raczej bez księdza, ale pod sztandarem czerwonym”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote3sym"&gt;3&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W roku 1925 Ciołkosz wziął ślub z Lidią Kahan, która już na zawsze pozostała jego towarzyszką życia i sprawy. W styczniu 1926 roku został członkiem Komitetu Centralnego Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego. Zaś w wyborach do Sejmu 4 marca 1928 roku wybrano go posłem z ramienia PPS. Po ogłoszeniu wyników wyborów, 6 marca w Tarnowie odbył się wiec lewicy, na którym Ciołkosz mówił m.in., że nie walczy z religią, ale – owszem – z klerykalizacją życia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako poseł zdecydowanie angażował się w sprawy społeczne, np. „poparł wniosek Zofii Praussowej o zawieszenie eksmisji bezrobotnych”, który został przyjęty przez Sejm. Na wiecach, spotkaniach z wyborcami bardzo mocno występował przeciw ówczesnemu, piłsudczykowskiemu rządowi, krytykował władze „głównie za lekceważenie prawa i zasad demokracji oraz za prowadzenie polityki społeczno-ekonomicznej zgodnej z interesami klas posiadających”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote4sym"&gt;4&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W nocy z 9 na 10 września 1930 roku Ciołkosz został zatrzymany w swoim domu przez żandarmerię. Tak zaczął się dla niego Brześć. Wypada przytoczyć jeden epizod z tamtego czasu. Któregoś dnia z celi wyprowadzono Karola Popiela. Gdy ten zapytał, czy ma zabrać ze sobą menażkę, usłyszał: „Nic wam już nie będzie potrzebne”. W roku 1975, Ciołkosz pisał w liście do Popiela: „Nie zapomnę nigdy owej nocy, kiedy to Pana zabrano z celi na męczarnię; byłem w sąsiedniej celi razem z Celewiczem, nie spaliśmy do białego rana, czekając na powrót Pański do celi i nie doczekaliśmy się. Wyciągnęliśmy stąd wniosek, że Pan już nie żyje”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote5sym"&gt;5&lt;/a&gt;. W grudniu 1930 roku Ciołkosz znów był wolny, a z początkiem stycznia 1931 złożył ślubowanie poselskie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lata trzydzieste, czas kryzysu, przyniósł „wzrost nastrojów radykalnych, ale jednocześnie spadek aktywności społecznej robotników. (…) Gromadził się jednak w nich potencjał żalu, zawodu i agresji, który czynił ich podatnymi na skrajnie radykalną, lewicową lub prawicową, agitację”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote6sym"&gt;6&lt;/a&gt;. Ciołkosz oddał się ciężkiej pracy na niwie sejmowej: jego „przemówienia pełne były cyfr, cytatów, analiz poszczególnych zapisów prawnych, odwołań do wypowiedzi adwersarzy nieraz sprzed kilku lat”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote7sym"&gt;7&lt;/a&gt;. Działał też aktywnie „w terenie”, był jednym z tych przedwojennych polskich socjalistów, którzy wielką wagę przywiązywali do działań na rzecz swoich wyborców, obecności wśród nich, akcji oddolnych, wiecowania (w najlepszym tego słowa znaczeniu). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako „przywódca czerwonego Krakowa” Ciołkosz znaczną wagę przywiązywał do problemów związanych z kryzysem gospodarczych, który uznawał za „śmiertelną chorobę” kapitalizmu: „obok proletariatu fabrycznego i jego kosztem powstała nowa milionowa warstwa – nieomal klasa społeczna – stałych bezrobotnych, ludzi którzy (…) stali się »ludźmi zbytecznymi« w ramach ustroju kapitalistycznego. (…) Drobne rzemiosło i drobny handel przestały być środkiem utrzymania; przeobraziły się w środek wegetacji”. Na horyzoncie pojawił się faszyzm, jako narzędzie „w rękach oligarchii wielkokapitalistycznej”, wyraz buntu „warstw tzw. pośrednich, bezrobotnych i półbezrobotnych, młodej inteligencji i wszelkich grup zdeklasowanych przeciwko otaczającej rzeczywistości”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote8sym"&gt;8&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po wybuchu II wojny światowej Ciołkosz udaje się na emigrację, by już nigdy nie wrócić do Polski: „nie wiadomo dokładnie, jakim szlakiem i kiedy Adam przybył do Francji. 3 lutego 1940 uczestniczył już jednak w Angers w posiedzeniu emigracyjnych władz PPS”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote9sym"&gt;9&lt;/a&gt;. Wobec klęski Francji, na początku lipca 1940 Ciołkoszowie przybywają do Londynu. Stolica Anglii na kolejne dziesięciolecia stała się miejscem ich wielkiej, wytężonej pracy intelektualnej i politycznej. Jako polityk Ciołkosz został m.in. członkiem Rady Narodowej, ważnej instytucji polskiego państwa podziemnego. Bardzo krytyczna wobec Sowietów postawa skonfliktowała go z rządem Sikorskiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wobec klęski patriotycznego, niepodległościowego socjalizmu po II wojnie światowej Ciołkosz poświęcił znaczną część swojej działalności na próby zrozumienia i opisania różnic między sowieckim komunizmem a klasycznym modelem socjaldemokratycznym. Był niestrudzonym badaczem historii polskiego socjalizmu. W styczniu 1954 roku wygłosił w Nowym Jorku odczyt dla przedstawicieli Związku Socjalistów Polskich w Stanach Zjednoczonych. Mówił tam: „Komunizm jest totalitarny. Dla komunistów wolność stanowi tylko »zrozumianą konieczność«. Socjalizm respektuje podstawowe prawa człowieka. Wolność w rozumieniu socjalizmu jest zawsze wolnością dla inaczej myślących (...). Komunizm dąży do zniesienia własności prywatnej wszystkich środków produkcji, transportu i wymiany. (…) Komunizm stoi na gruncie filozofii materialistycznej. (...) Socjalizm pozostawia swym zwolennikom całkowitą swobodę wierzeń religijnych i przekonań filozoficznych. (…) Socjaliści polscy przelewali swą krew i składali swe życia, broniąc praw Polski do niepodległego bytu w czasie sowieckiego najazdu w roku 1920. Teraz zaś nie renegat Cyrankiewicz, lecz Pużak, zamordowany przez komunistów w więzieniu w Rawiczu, jest dla całej Polski symbolem socjalizmu niepodległościowego i demokratycznego. Toteż dla robotników Polski socjalizm niepodległościowy i demokratyczny pozostaje nadal »wielkim widziadłem przyszłości«”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote10sym"&gt;1&lt;/a&gt;0. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adam Ciołkosz zmarł 1 października 1978 roku w Londynie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote1anc"&gt;1&lt;/a&gt;Andrzej Friszke, „Adam Ciołkosz. Portret polskiego socjalisty”, Warszawa 2011, s. 12, &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote2anc"&gt;2&lt;/a&gt;tamże, s. 31, &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote3anc"&gt;3&lt;/a&gt;tamże, s. 60, &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote4anc"&gt;4&lt;/a&gt;jak wyżej, s. 87, &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote5anc"&gt;5&lt;/a&gt;jak wyżej, s. 101, &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote6anc"&gt;6&lt;/a&gt;tamże, s. 129, &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote7anc"&gt;7&lt;/a&gt;tamże, s. 133, &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote8anc"&gt;8&lt;/a&gt;jak wyżej, s. 175, &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote9anc"&gt;9&lt;/a&gt;jak wyżej, s. 223, &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=9182821943174320044#sdendnote10anc"&gt;1&lt;/a&gt;0 &lt;a href="http://lewicowo.pl/varia/viewpub/tid/2/pid/125"&gt;http://lewicowo.pl/varia/viewpub/tid/2/pid/125&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-3722608644487718894?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/3722608644487718894/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2012/01/adam-ciokosz-biografia-w-rocznice.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/3722608644487718894'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/3722608644487718894'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2012/01/adam-ciokosz-biografia-w-rocznice.html' title='Adam Ciołkosz: biografia w rocznicę urodzin'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-7209175877259930461</id><published>2012-01-04T03:58:00.000-08:00</published><updated>2012-01-04T06:08:17.970-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mirek lewandowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='III RP'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maciej gawlikowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zbydlęcenie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;gwiazdozbiór&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;gaz na ulicach&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pamięć'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kpn'/><title type='text'>Przeciw zbydlęceniu. Pochwała pamięci ("Gaz na ulicach")</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.muzeum-ak.krakow.pl/newsysn/UserFiles/Image/zdj1%28236%29.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="202" src="http://www.muzeum-ak.krakow.pl/newsysn/UserFiles/Image/zdj1%28236%29.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Czytam „Gaz na ulicach” i zastanawiam się: po co mi to wszystko wiedzieć? Czy cokolwiek z tego, co tam opisano, wynika dla naszej rzeczywistości? Dla mojego życia? Dla naszych realiów społeczno-politycznych? &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznijmy od retrospekcji. Na początku III RP miałem nieledwie trzynaście lat i życie społeczno-polityczne poznawałem przede wszystkim z radiowej Trójki i ostentacyjnie czytanego przez Tatę „NIE”. Gdybym miał określić swoje ówczesne poglądy, to raczej przez pryzmat tego, kogo uważałem za „oszołomów”. Do oszołomów należałoby zaliczyć właściwie wszystkich o poglądach prawicowych, albo/i chadeckich, albo/i niepodległościowych (w tym i KPN). Osobną działkę stanowili zwolennicy JKM, w tym moi dwaj starsi kuzyni, czytelnicy „Najwyższego Czasu”. Do tej grupy żywiłem pewną niechęć pomieszaną z zaintrygowaniem. Dziś mogę z całą pewnością powiedzieć, że kochani kuzyni (z których jeden jest dziś lekarzem w Lesznie, drugi działa na styku państwowego i prywatnego przy niemieckiej granicy) byli mi „klasowo obcy”, choć przez więzy krwi bardzo bliscy. ;-) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Normę stanowiło dla mnie właściwie liberalne centrum, choć – do pewnego momentu – politycznie i mentalnie najbliżej było mi do cynicznych felietonów Urbana i jego – z perspektywy czasu – obrzydliwych Wigilii jakie urządzał ubogim. Do postkomunistów jako formacji miałem stosunek raczej niechętny: z jednej strony, z racji własnych i bezpartyjnych Rodziców doświadczeń wiedziałem, że są to obleśne „przechrzty”, z drugiej wydawali mi się normalniejsi od „całej tej bandy narodowo-katolickich oszołomów”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że miałem właśnie 13 lat, nikt z moich bliskich nie angażował się w opozycję (ba, Mama, zirytowana faktem, że raptem niemal wszyscy nauczyciele przepisują się do „Solidarności” lojalnie pozostała w ZNP; znając lokalne środowisko, uważam jej decyzję za słuszną), a dzieciństwo na wsi skutecznie chroniło przed „wielką polityką”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu długi przeskok. Mniej więcej w roku 1998, albo 1999 jako „ksiądz scholastyk” (czyli zwykły kleryk) Towarzystwa Jezusowego zapisałem się na listę dyskusyjną „Ciemnogród”, a później z częścią secesjonistów przeszedłem na „Zaścianek”. Wtedy poznałem ludzi, którzy do dziś – przede wszystkim via facebook – jakoś mi towarzyszą (i dobrze mi z tym). Wtedy też, przy okazji jednej z krakowskich dewirtualizacji poznałem Macieja Gawlikowskiego. Zaczęło się od tego, że Maciek wytłumaczył mi przez telefon, co to jest „Zwis” i dlaczego właśnie tam powinniśmy się spotkać na kawie. Siedzieliśmy z Waldkiem Dworakowskim i chyba jeszcze z Andrzejem Garapichem w zwisowym ogródku, gdy nagle zdyszany, z kamerą, dopadł jak burza do stolika Maciej. Rzecz jasna narobił tumultu i „przejął dyskusję”. Później miałem okazję pogadać jeszcze z Maciejem osobiście i powoli, bardzo powoli zaczęło do mnie docierać, że ten raptem 10 lat ode mnie starszy facet „za komuny” działał w opozycji. Wtedy też dotarło do mnie, że był/jest KPN-owcem, co kompletnie nie pasowało mi do jego wizerunku (KPN-owiec powinien być przecież nawiedzonym oszołomem, albo przynajmniej zgorzkniałym frustratem). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znów minęło parę lat. Po drodze zaliczyłem wystąpienie z zakonu, filozofię na UJ, pracę w „Trybunie”. I tam, gdy robiłem dla „T” cykl tekstów o lewicowych/lewicujących pismach (m.in. „Krytyka Polityczna”, bodajże „Zielone Brygady”, itp.), trafiłem na znanego mi jako tako „Obywatela”. Przygotowałem tekst (z którego redakcja w osobie „Pana Remigiusza Okraski” była zdaje się zadowolona) i nieco później zaproponowałem „panu Okrasce” reportaż o Nowej Hucie dla „Obywatela”. I z tego tekstu redakcja była zdaje się zadowolona. Po jakimś czasie zrezygnowałem z „Trybuny” i na dobre wpadłem w orbitę „Obywatela” i „gwiazdozbioru”. Właśnie: wtedy na dobrą sprawę zacząłem poznawać „alternatywną historię Polski”. Pewnie późno, ale jak sądzę z dobrym skutkiem. Przynajmniej ja nie narzekam.:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, za sprawą ówczesnego Forum Frondy, nawiązałem ponownie kontakt z Maciejem Gawlikowskim. Na dobre odnowiłem go już jako bloger salon24.pl i przy okazji &lt;a href="http://consolamentum.salon24.pl/72781,ekspert-stachowicz-czyli-iii-rp-w-soczewce"&gt;sprawy eksperta Stachowicza&lt;/a&gt; i Jacka Żaby. W międzyczasie moją sąsiadką została Roma Kahl-Stachniewicz. Przez jakiś czas kompletnie nie wiedziałem, że mieszkam w domu, który w latach 80-tych i 90-tych był miejscem spotkań KPN-owskiej opozycji. I ta wiedza przyszła z czasem. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;*&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzymam zatem przed sobą „Gaz na ulicach”. Gdyby nie własne perypetie życiowe, pewnie nic nie wiedziałbym o tej książce, jej autorach i bohaterach. Trzymam przed sobą książkę, która wprowadza mnie w niezwykły, zapomniany świat ludzi, walczących o niepodległą Polskę. Nie ukrywam, zdecydowanie czuję się częścią „gwiazdozbioru” (jeśli taki akces nie jest z mojej strony bezczelnością), niemniej jednak... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potrzeba pamięci wydaje mi się czymś naturalnym. Także pamięci o tej historii, która nie jest przecież moją, osobistą historią, ani nie jest historią ideową mojego środowiska. Jednym z przekleństw dzisiejszej Polski wydaje mi się fakt, że powstało mnóstwo konkurencyjnych opowieści, w których jedni są gloryfikowani, inni skazani na przemilczenie. Te historie są z reguły niewspółmierne, nie zazębiają się, albo tylko do siebie nawiązują, na mocy faktów, których przemilczeć się po prostu nie da, bo zbyt duży jest ich ciężar gatunkowy i znaczenie dla rodzimych dziejów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że bez przesady można nazwać Gawlikowskiego i Lewandowskiego „kustoszami pamięci” (wiem, wiem, nie wyglądają na starszych panów przysypiających na muzealnych zydelkach). Owszem, brzmi to górnolotnie, ale tak jest. Bo przecież tak skrupulatnie opowiadana historia jednej z ważniejszych polskich organizacji opozycyjnych, jednej z partii, która miała znaczący udział w historii pierwszych lat III RP jest wydarzeniem w pełni zasługującym na baczną uwagę. Bez tej opowieści o Polsce i Polakach bylibyśmy skazani na pamięć okaleczoną. Dla mnie „Gaz na ulicach” stał się – już teraz, w trakcie niespiesznej lektury – książką kanoniczną, równie istotną dla pokazania „alternatywnej historii” mojego kraju jak „Anna Solidarność” Sławomira Cenckiewicza czy „Gwiazdozbiór w »Solidarności«”, wywiad-rzeka Remika Okraski z Joanną i Andrzejem Gwiazdami. I nic już tego nie zmieni. Ta książka stanowi wyłom w zbiorowej niepamięci historycznej, wyłom w murze bardzo czasem świadomie budowanego zapomnienia i przemilczenia. Pewnie nie będzie miała rzesz czytelników. Ale jako praca wielu ludzi i jako zapis, który mogę dziś trzymać w rękach stanowi najlepsze potwierdzenie miłoszowej frazy: „Nie jesteś jednak tak bezwolny/ a choćbyś był jak kamyk polny/ lawina bieg od tego zmienia/ po jakich toczy się kamieniach”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W rozdziale pierwszym „Gazu na ulicach” autorzy publikują tekst podziemnej odezwy KPN, datowanej na 23(28) grudnia 1981 roku. Czytamy w niej: „Wszyscy ci, którzy wystąpili przeciwko własnemu narodowi i poszanowaniu ludzkiej wolności, wszyscy winni tej tragedii, która rozgrywa się na naszych oczach zostaną ukarani, wszystkie zbrodnie zostaną osądzone. A tym, którzy poświęcili swe życie, serca i czyny w obronie Ojczyzny i podstawowych ludzkich praw zostanie wzniesiony najtrwalszy pomnik. Będzie nim NIEPODLEGŁA i SPRAWIEDLIWA POLSKA” (str. 133). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten pomnik jeszcze nie stanął. I niewykluczone, że nigdy nie powstanie. Polska nie jest sprawiedliwa, z wielu przyczyn. Nie ma pomnika, ale jest także niezgoda na niepamięć, na anty-pamięć, na błogą ignorancję. Po co? Dlaczego? Chyba dlatego, że niepamięć to zbydlęcenie. I usprawiedliwienie wszelkiego zła. A na to, bez względu na nasze zapatrywania polityczne, światopogląd, wszelkiego rodzaju różnice biograficzne, społeczne, majątkowe, zgody dać nie możemy. Z szacunku dla samych siebie, jako ludzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie uniknąłem patosu. Ale też nie zamierzam z bohaterów „Gazu na ulicach” robić patetycznych kobiet i mężczyzn. Oni mieli swoje motywy, troski, obawy, słabości i zadry na sumieniu. Ale co zrobić, że w nader trywialnych czasach, w jakich żyjemy, każde wspomnienie o odwadze, nonkonformizmie i nieco większych wymaganiach wobec świata i siebie skazane jest na górnolotność? Najmniej patetyczni w tym wszystkim są ci, którzy robili tamtą historię. To ich dobre prawo. Mnie towarzyszy niekłamana satysfakcja kogoś, kto po latach trafił na ich ślad i może poznać tamte czasy ich oczyma. Jestem bogatszy o jeszcze jedną opowieść o Polsce. Za to dziękuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fot.: Wojciech Matusik, zdjęcie ze strony: &lt;a href="http://www.gaznaulicach.pl/2011/12/promocja-ksiazki-gaz-na-ulicach/" target="_blank"&gt;http://www.gaznaulicach.pl/2011/12/promocja-ksiazki-gaz-na-ulicach/ &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-7209175877259930461?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/7209175877259930461/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2012/01/przeciw-zbydleceniu-pochwaa-pamieci-gaz.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/7209175877259930461'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/7209175877259930461'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2012/01/przeciw-zbydleceniu-pochwaa-pamieci-gaz.html' title='Przeciw zbydlęceniu. Pochwała pamięci (&quot;Gaz na ulicach&quot;)'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-6796434862611412513</id><published>2012-01-03T12:51:00.000-08:00</published><updated>2012-01-03T13:05:35.009-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='epitafum na grobie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzice'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='banan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziadkowie'/><title type='text'>Epitafium na moim grobie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-mH_HJ3fivEo/Tu-oaaahzNI/AAAAAAAAAIw/ygVrp3G1WAA/s1600/a3686c4a8571c28fe98b4f3f4f5120db%252C35%252C1.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="178" src="http://4.bp.blogspot.com/-mH_HJ3fivEo/Tu-oaaahzNI/AAAAAAAAAIw/ygVrp3G1WAA/s320/a3686c4a8571c28fe98b4f3f4f5120db%252C35%252C1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Gdyby Babcia wiedziała, jakie problemy będę miał znacznie później z  przywołaniem tego smaku, może wybrałaby inny owoc? Może dałaby mi zwykłe  jabłko. Ale jakie? Papierówkę? Renetę? &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzy akapity wprowadzające można pominąć w lekturze.:-) Notka bardzo nieudolna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dyskusja pod tekstem na deon.pl (&lt;a href="http://www.deon.pl/wiadomosci/komentarze-opinie/art,293,plodzmy-dzieci-ale-za-co.html"&gt;Płódźmy dzieci, ale za co?&lt;/a&gt;) żyje już własnym życiem. Dużym prezentem jest spora liczba komentarzy pod debiutanckim felietonem (podsumowanie roku miało mniej szczęścia, ale gusta i guściki są czasem nieprzewidywalne). I to komentarzy bardzo rzeczowych i nienapastliwych. To spora radość. Wypada w tym miejscu podziękować Arturowi Demkowiczowi SJ i Darkowi Piórkowskiemu SJ za propozycję współpracy. Jednak na dawnych współbraciach zawsze można polegać. ;-) Ba, z Arturem byliśmy w jednej podwspólnocie w kolegium jezuitów na Kopernika w Krakowie, niejedną górską ścieżkę razem złaziliśmy. No, ale to już dawne dzieje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem przeczytałem w nowym „Nowym Obywatelu” dział zatytułowany: „Nasze tradycje”, do którego wstępniak nosi tytuł: „Lewica przeciw ZSRR” i właściwie wszystko mówi o zamieszczonych tekstach Karla Kuatsky`ego, Otto Bauera, Victora Serge. Szczególnie przemawia do mnie artykuł ostatniego, „Dola pracowników w ZSRR”. Porażająca co do szczegółów analiza życia klasy robotniczej, porównanego z warunkami egzystencji nowopowstającej elity komunistycznej. Istotne (dla wszystkich tekstów) jest wskazanie na patologiczną genezę całego systemu, który z wielkim poświęceniem budowali (i przyjmowali jego założenia za swoje) ludzie tacy jak Trocki, dziś przez lewicowych pięknoduchów uważany za wybitnego kontestatora sowieckiej rzeczywistości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powoli idzie do przodu lektura „Gazu na ulicach”. Niewykluczone, że zrecenzuję tę książkę dla PRESSJI. Jeśli odpowiednio szybko uporam się z tekstem o recepcji mesjanizmu u Mariana Zdziechowskiego dla c.k. redakcji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jak tu czytać i pisać gdy pogoda właściwie wczesnowiosenna i najchętniej oglądałbym stare zdjęcia z albumów Dziadków i Rodziców, które pożyczyłem sobie we wrześniu dla podbudowania pamięci (i tożsamości). Ile we mnie jest ich życia, ich wspomnień, ich pamięci? Ile we mnie tej historii, która im przypadła w udziale? Ile we mnie tego, co widzieli, czytali, pisali, kochali i nienawidzili? Co zostało – przekazane we snach i wychowaniu, skojarzeniach i poglądach, światoobrazie, moich uprzedzeniach i fascynacjach. Zdjęcia dziadka Leona, którego nie znałem wcale, babki Seweryny, którą ledwie zapamiętałem. Pamiętam, że kiedyś przyjechała z daleka, już schorowana i przywiozła mi między innymi kiść nie do końca jeszcze dojrzałych bananów. Pewnie był rok 1980, chyba wiosna 1980. Z pewnością było już bardzo ciepło, bo bawiłem się na dworze z Olą, Stefankiem, innymi dziećmi. Ten smak zapamiętałem na długo. Choć nigdy nie tęskniłem do tych owoców – pozostawały jakby poza pragnieniami, zamknięte w jednym wspomnieniu z Mamą mojego Ojca. A gdy stały się czymś powszechnym – nie pamiętam czy ich smak rzeczywisty współgrał ze smakiem-wspomnieniem. Co innego pomarańcze – one zawsze, może przez swój intensywny zapach, kojarzyły mi się z bożonarodzeniowymi paczkami i aromatem żywej choinki, stojącej w rodzinnym domu. Ich sok brudził książki, najczęstsze świąteczne podarki, z którymi chowałem się późnym wieczorem pod kołdrę. Książki to był świat, który dopiero miałem poznać, gdy jako czternastolatek w sumie na dobre wyjechałem z rodzinnego domu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz pomarańcze i banany to żadna egzotyka [macie pomarańcze i banany, kapitalizm się wam, kurwa, nie podoba?;-)]. Miksuję je z jogurtami, oblizuję wargi, nawet nie delektuję się smakiem: bardziej smakują mi jabłka, śliwki i gruszki, niż owoce cytrusowe. Zastanawiam się, czy kiedyś odżyje we mnie z całą siłą trudny do przywołania i opisania pierwszy smak banana. Gdyby Babcia wiedziała, jakie problemy będę miał znacznie później z przywołaniem jego smaku, może wybrałaby inny owoc? Może dałaby mi zwykłe jabłko? Ale jakie? Papierówkę? Renetę? Ale Babcia chciała jak najlepiej: obdarowała wnuka towarem deficytowym. Być może nabyła go w Peweksie, albo w Baltonie. To nie jej wina, tylko ówczesnego ustroju. Jestem zatem na dobre i złe wpisany w dzieje mojego kraju, także przez te wspomnienia, które są przecież czysto subiektywne i nic nie wnoszą do historii powszechnej. Znacznie ważniejsza od smaku owocu w ustach dziecka była przecież ówczesna zapaść gospodarcza. Zaraz się miała zacząć „Solidarność”. Nie wiem, jak zapatrywała się na nią moja Babka, u początków Polski Ludowej dyrektor szkoły na Ziemiach Odzyskanych. Zapewne partyjna. Mnie jednak bardziej interesował wtedy jeszcze Miś Uszatek. Chyba bezpartyjny?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To frapujące, że czasem lepiej pamięta się rzeczy z pozoru błahe, niż te znacznie istotniejsze. Choć te najwcześniejsze wspomnienia nie są tak wyraźne, jak późniejsze, jednak mają w sobie coś nieusuwalnego. Czy tak jest zawsze? Czy to raczej zasługa Mamy, która podsuwała mi do czytania czyjeś wspomnienia, pamiętniki, opowiadania? Ludzie, których nie znałem, dzielili się ze mną własnymi historiami, przebłyskami z dzieciństwa, wyrabiając we mnie nawyk zapamiętywania i podtrzymywania własnych wspomnień, obserwacji szczegółów i samoanalizy. Później miało to stać się i rajem i piekłem. Hmmm, ale przecież nikt nie wyryje mi na grobie w formie epitafium: "tu leży człowiek, który starał się sobie przypomnieć, jak smakował mu owoc otrzymany od Babki późną wiosną roku 1980".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A może jednak? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-6796434862611412513?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/6796434862611412513/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2012/01/epitafium-na-moim-grobie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/6796434862611412513'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/6796434862611412513'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2012/01/epitafium-na-moim-grobie.html' title='Epitafium na moim grobie'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-mH_HJ3fivEo/Tu-oaaahzNI/AAAAAAAAAIw/ygVrp3G1WAA/s72-c/a3686c4a8571c28fe98b4f3f4f5120db%252C35%252C1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-2911449884654502092</id><published>2011-12-30T13:01:00.000-08:00</published><updated>2011-12-30T13:26:37.113-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='antysalon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta domowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pudle'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Krzysztof Leski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='salon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;warstwa myśląca&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='homo sovieticus'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Henri de Lubac'/><title type='text'>O zwierzętach domowych, prawdzie i Leskim</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://srvimg09.tablica.pl/images_tablicapl/5265251_5_644x461/pudel-pudle-pudelek-miniatura-szczepiony-bial-mazowieckie_rev010.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://srvimg09.tablica.pl/images_tablicapl/5265251_5_644x461/pudel-pudle-pudelek-miniatura-szczepiony-bial-mazowieckie_rev010.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;„Wspaniałe kariery niektórych »intelektualistów« to nic innego jak wygodne bytowanie zwierząt domowych. Społeczeństwo, jakiemu służą, nieustannie ich rozpieszcza. Głównym ich zajęciem jest służyć mu za zwierciadło”. Henri de Lubac, „Paradoksy i nowe paradoksy”. &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się, czy w tych trzech zdaniach de Lubaca kryje się jakaś prawda o naszej, rodzimej współczesności. Jeśli tak, w jakie ją ubrać słowa. Spróbujmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw fragment z wywiadu z Andrzejem Horubałą: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie udało się [polskiej literaturze – Conso] zdefiniować i pokochać "Polaka w Polaku"; powstaje jako projekt modernizacyjny, pod hasłem »czego Zachód oczekuje od Polaka, aby powiedział o sobie«. W teatrze na przykład Warlikowski czy Jarzyna pokazywali nas takimi, jakich chcieli zobaczyć zachodni odbiorcy i donatorzy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Polak śmieszny, karykaturalny, sfrustrowany… &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...jeśli wierzący, to antysemita; ograniczony umysłowo, nie modernizujący się, nietolerancyjny, ksenofob. Nie da się ukryć, że był to opis pod jedno środowisko. Teraz jest to już rozrzedzone, ale jeszcze na początku obecnego wieku »Gazeta Wyborcza« była głównym źródłem wiedzy o rzeczywistości. Mam pewien żal za utraconymi w ten sposób latami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wszystkie media głównego nurtu opisują świat, który same kreują? &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coraz ostrzej stawia się tezy, żeby wbić się w pamięć odbiorcy. To nieszczęście zarówno dla literatury, jak i dla satyry, bo ich opowieści karmią się samymi sobą. A Ideolog czy Wielki Manipulator dosypują do pieca [śmiech]. Najzabawniejsze, że wiele osób, które w tym uczestniczą, ma podzieloną świadomość – nie sądzę bowiem, aby brali w tym udział jedynie cyniczni gracze. Jestem w stanie przyjąć, że młody krytyk zachwyci się, iż to jest prawdziwe, bo zgadza mu się z tym, czego nałykał się w szkole, na uczelni, naczytał w »Gazecie«. Do pewnego momentu funkcjonowanie w zamkniętym obiegu nie-rzeczywistości może być szczere. Trudniej uwierzyć, że czterdziestolatek przyjmuje na wiarę, iż tego typu układ jest otwarty na rzeczywistość. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam poczucie ogromnej niestosowności i niewłaściwości kultury mainstreamu: dotyczy to literatury, mass mediów. Dla mnie z przekazu głównego nurtu ważne jest może z 2% komunikatu, jakiś przypadkowy odprysk”. Całość &lt;a href="http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/kraj/przewietrzyc-myslenie,1,3752638,wiadomosc.html" target="_blank"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oskarżenie jest jasne i uderza w wymienione po nazwisku środowisko: z tym, że ukazuje ono „warstwę myślącą” (lub jej część) raczej nie jako przypochlebne „zwierciadło” społeczeństwa, ani jego zwierzę domowe, lecz raczej – pałacowych klakierów. Ale salonowy klakier obsługuje przecież także część „ulicy”, tę jej części, która jest zainteresowana takim właśnie opisem, na jaki jest także zapotrzebowanie na salonie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej strony będziemy mieli antysalon i antysalonową część „ulicy”. I oni będą mieli swoje „domowe zwierzęta” i przypochlebne zwierciadła, w których odbije się to, czego zażyczy sobie przeglądający się w lustrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to właściwie oddaje kondycję rodzimej warstwy myślącej/interpretującej rzeczywistość. Celowo zrezygnowałem ze słowa „opisującej”, ponieważ mam spore wątpliwości, czy tzw. „nagi fakt” istnieje bez interpretacji. Banalna rekonstrukcja wydarzeń po stłuczce samochodowej pokazuje niejednokrotnie, że pełen opis sytuacji możliwy byłby jedynie dla obserwatora, który miałby całkowity wgląd w dane wydarzenie (roboczo należałoby go nazwać Bogiem). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pogląd taki można określić mianem relatywizmu. Wolałbym jednak określenie sceptycyzm. Jego dalszą konsekwencją będzie krnąbrność, albo dzikość – sytuacja, w którym jednostka nie pozwala się „oswoić” i nie godzi się na rolę „udomowionego zwierzęcia” na usługach pewnej części ulicy i (anty)salonu. Kłopot w tym, że rola Sokratesa skazuje na dyskomfort, albo – nieobecność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli o mnie chodzi, jestem zwierzęciem domowym czującym wyrzuty sumienia. Drapanie tych pcheł nie pozwala radośnie merdać ogonkiem na widok pana rzucającego kość. Możliwe jednak, że to nie pchły ale poważna neuroza, która przybierze jeszcze poważniejsze formy.:-)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Natomiast jedynym chyba znanym mi nieudomowionym zwierzęciem nie jest ani Ziemkiewicz, ani Wencel, ani Sierakowski, ani jego wersja dla uboższych na umyśle, Jaś Kapela. Myślę raczej o Krzysztofie Leskim (przynajmniej takim, jakiego znam z blogowania). On bodaj zawsze mówi królowej oczekującej od lustra komplementów, że jest już starą raszplą i nie powinna sobie robić złudzeń. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tyle. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. No tak, może jeszcze Gawlikowski, ale Maciej z kolei cierpi na nieuleczalną niechęć do części dawnych opozycjonistów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS2. Przy takim zdiagnozowaniu problemu, jasnym się wydaje, że warstwą faktycznie najgłębiej cierpiącą na syndrom „człowieka sowieckiego” będzie właśnie „warstwa myśląca”, ze swoją nieszczęśliwą skłonnością do szukania pana i kości, mnie lub bardziej estetycznie podaną do usprawiedliwienia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;PS3. Mogę się jednak kompletnie mylić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Ze względu na post scriptum 2 taka oto piosneczka dla zwierząt domowych.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Mam nadzieję, że się obrażą:&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/lugZjWKg0Os/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/lugZjWKg0Os&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/lugZjWKg0Os&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-2911449884654502092?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/2911449884654502092/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/o-zwierzetach-domowych-prawdzie-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/2911449884654502092'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/2911449884654502092'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/o-zwierzetach-domowych-prawdzie-i.html' title='O zwierzętach domowych, prawdzie i Leskim'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-4651462053788420482</id><published>2011-12-27T14:03:00.000-08:00</published><updated>2011-12-27T15:21:27.323-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wiesław Machajski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mikołaj Bierdiajew'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;Wiechy&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;Doktor Żywago&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Charles Péguy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Leon Pasternak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lew  Trocki'/><title type='text'>Dzierżyński i inni...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.gover.pl/userfiles/publikacje/1989_FELIX-large.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="210" src="http://www.gover.pl/userfiles/publikacje/1989_FELIX-large.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;„No i wtedy już wiecie, co odkrywa człowiek,/&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;To że każde wspomnienie jest bólu ukłuciem,/&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A przyszłość to jedynie studnia nieszczęść pełna,/&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A rana wszelka wciąż istnieje i wciąż się rozwiera”.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles Péguy, &lt;i&gt;Eve&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lew Trocki o swoim zesłaniu w miejscowości Ust-Kut nad rzeką Leną, na początku XX wieku: „Arystokracją zesłańczą byli starcy-ludowcy, którzy w ciągu długich lat zdołali się jakoś urządzić. Młodzi marksiści stanowili oddzielną warstwę. Już za moich czasów pociągnęli na północ robotnicy, skazani za strajki, przypadkiem wyrwani z masy, często pół-analfabeci. Dla tych robotników zesłanie było niezastąpioną szkołą polityki i ogólnej kultury. Ideową rozbieżność zdań, jak zawsze w miejscach przymusowego zgromadzenia ludzi, komplikowały plotki. Konflikty osobiste, a zwłaszcza romantyczne, nabierały nieraz dramatycznego charakteru. Na tym tle zdarzały się nawet samobójstwa. W Wiercholeńsku po kolei pilnowaliśmy pewnego kijowskiego studenta. Zauważyłem stróżyny metalowe na jego stole. Potem dopiero wyjaśniło się, że wycinał z ołowiu kule do strzelby myśliwskiej. Nie ustrzegliśmy go jednak. Skierowawszy sobie lufę w serce, spuścił kurek palcem stopy. W milczeniu grzebaliśmy go na wzgórzu. Wówczas wstydziliśmy się jeszcze mów, jako fałszu. We wszystkich dużych koloniach zesłańczych były groby samobójców. Niektórych spośród zesłańców pochłaniało otaczające środowisko, zwłaszcza w miastach. Inni rozpijali się. Na zesłaniu, jak i w więzieniu, ratowała tylko wytężona praca nad sobą”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trocki o Dzierżyńskim: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na wielkiej leńskiej drodze zapoznałem się w owych latach z Dzierżyńskim, Urickim i innymi młodymi rewolucjonistami, którzy w przyszłości mieli odegrać tak wielkie role. Z niecierpliwością czekaliśmy na każdą nową partię zesłańców. W ciemną noc wiosenną, przed ogniskiem, nad brzegiem szeroko rozlanej Leny, Dzierżyński czytał swój poemat, pisany po polsku. Twarz i głos jego były wspaniałe, ale poemat słaby. Życie tego człowieka stało się później samo posępnym poematem”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trocki o Machajskim: „W tym też okresie zetknęliśmy się z krytyką z lewego skrzydła. W jednej z bardziej na północ położonych kolonii, zdaje się, że w Wilujsku, mieszkał zesłaniec Machajskij, którego nazwisko wkrótce potem nabrało dość szerokiego rozgłosu. Machajskij rozpoczął od krytyki socjaldemokratycznego oportunizmu. Pierwszy jego hektografowany zeszyt, poświęcony demaskowaniu oportunizmu niemieckiej socjal-demokracji, cieszył się w koloniach zesłańczych dużym powodzeniem. Drugi zeszyt poświęcony był krytyce systemu ekonomicznego Marksa i prowadził do tego niespodziewanego wniosku, że socjalizm jest ustrojem społecznym, opartym na eksploatacji robotników przez inteligencję zawodową. Trzeci uzasadniał w duchu anarcho-syndykalistycznym konieczność odrzucenia walki politycznej”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytaty za: Lew Trocki, „Moje życie”, Warszawa 1930 rok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O poglądach Machajskiego można dowiedzieć się nieco więcej choćby z tekstu jego żony, Wiery: „W ruchu socjalistycznym kryje się nowa siła społeczna – rosnąca armia pracowników umysłowych – inteligencja. Siła ta jest antagonistyczna w stosunku do kapitalistów i kapitalistycznego państwa. Dlatego też w pewnych okresach swej walki z kapitalistami występuje ona jako część antykapitalistycznej armii proletariackiej, jako rewolucyjna kolumna socjalistyczna. Będąc jednak spożywcą dochodu narodowego i władcą całej cywilizacji, broni ona swojej własności, jak każda inna klasa posiadaczy, broni tego wyniku wiekowej grabieży przed atakiem robotników fizycznych. Nie należy uważać pracowników umysłowych i robotników fizycznych za jedną ogólną klasę »proletariatu«, a niewykwalifikowanego robotnika i ministra w równej mierze za proletariuszy. Istnieje bowiem głęboki antagonizm między interesami inteligencji a interesami robotników fizycznych. Praca pracowników umysłowych jest opłacana wyżej nie dlatego, że jest ona wyrazem bardziej złożonej siły roboczej, bardziej wysokiego gatunku i »dlatego wciela się w ciągu jednakowego czasu w wartości mające stosunkowo większy wymiar”, lecz dlatego, że jest to praca uprzywilejowanych najemników ustroju kapitalistycznego«. Całość &lt;a href="http://lewicowo.pl/zycie-i-poglady-waclawa-machajskiego/"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tezy Machajskiego przypomniały mi się w trakcie lektury fragmentu tekstu „Idee 1848 roku (w setną rocznicę rewolucji)”: „Pierwszy manifest socjalistyczny tej epoki zawarty jest w obronie Blanquiego na »procesie piętnastu« w 1832 r. Blanqui, rewolucjonista najczystszej wody, rozwija tam koncepcję walki klas, widząc w walce politycznej jedynie »wojnę bogatych z biednymi«. Swój zawód określał, jako »proletariusz«, twierdząc, że »jest to zawód trzydziestu milionów Francuzów, którzy żyją ze swej pracy i są pozbawieni należnych im praw politycznych«. Zasadniczym programem Blanquiego jest nieodraczanie akcji rewolucyjnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli Blanquiego pchała do akcji rewolucyjnej jego czysto rozumowa kalkulacja, to Barbésa – drugiego najwybitniejszego rewolucjonistę tej epoki, »barda demokracji«, ożywiała głęboka wiara w ideał, silnie powiązany ze współczesnymi doktrynami mistycznymi. Wiara w Boga i socjalizm charakteryzuje wielu ówczesnych rewolucjonistów i demokratów”. Cały tekst &lt;a href="http://lewicowo.pl/idee-1848-roku-w-setna-rocznice-rewolucji/"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wprowadźmy teraz jeszcze jednego bohatera, który spotkał Dzierżyńskiego w zupełnie już innych okolicznościach. Mikołaj Bierdiajew, „Autobiografia filozoficzna”: „Pierwszy raz byłem aresztowany w 1920 roku (…). Pewnego razu, gdy siedziałem w wewnętrznym więzieniu Cze-Ka, o dwunastej w nocy zostałem wezwany na przesłuchanie. Prowadzono mnie przez nieskończoną ilość mrocznych korytarzy i schodów. W końcu dotarliśmy do dość czystego i jasnego korytarza, z dywanem, i weszliśmy do dużego gabinetu, jasno oświetlonego, na podłodze leżała skóra białego niedźwiedzia. Z lewej strony, przy stole stał nieznany mi człowiek w mundurze wojskowym z czerwoną gwiazdą. Był to blondyn z rzadką, ostro zakończoną bródką, z szarymi i melancholijnymi oczyma. W jego manierach była łagodność, można było wyczuć dobre wychowanie i uprzejmość. Poprosił, żebym zajął miejsce i powiedział: »Nazywam się Dzierżyński«. (…) Po przesłuchaniu Dzierżyński powiedział: »Teraz Pana zwolnię, ale nie może Pan bez pozwolenia wyjeżdżać z Moskwy«. Potem zwrócił się do Mienżynskiego: »Jest już późno, kwitnie bandytyzm, czyż nie należy Pana Bierdiajewa odwieźć do domu samochodem?«. Samochodu nie znaleziono, ale wraz z rzeczami zostałem odwieziony przez żołnierza na motocyklu. Kiedy opuszczałem więzienie, jego naczelnik, były wachmistrz gwardii, zapytał mnie: »Czy spodobało się Panu u nas?«. Reżim więzienia Cze-Ka był znacznie cięższy, a dyscyplina więzienna surowsza, niż w więzieniach starego reżimu. Dzierżyński wywarł na mnie wrażenie człowieka w pełni przekonanego do swoich poglądów i szczerego. Myślę, że nie był złym człowiekiem i nawet ze swej natury nie był okrutny. Był fanatykiem. Sprawiał wrażenie człowieka opętanego. Było w nim coś straszliwego. Był Polakiem i to subtelnym. W przeszłości chciał zostać mnichem katolickim i swoją fanatyczną wiarę przeniósł na komunizm”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponad dziesięć lat wcześniej, bo w roku 1909 w Moskwie ukazał się almanach &lt;i&gt;Wiechi. Sbornik statiej o ruskoj inteligencii&lt;/i&gt;. Na jego łamach Bierdiajew opublikował artykuł „Filozoficzna prawda a inteligencka racja”, w którym oskarża rosyjską „warstwę myślącą” o manipulowanie pojęciem prawdy i wysługiwaniem się nim dla celów społecznych, dla utylitarnych korzyści (było to m.in. oskarżenie pod adresem narodników, których krewniakiem (nie tylko) ideowym był... Lenin). Tu dygresja: dziś, na naszych oczach – można zaryzykować tezę – to manipulowanie prawdą dokonuje się w bardzo różnych, nieraz światopoglądowo zdecydowanie odległych od siebie obozach i środowiskach ideowych. Pod pozorem „prawdy” można strzec dowolnej ideologii. Nawet takiej, która jako swoją prawdę podaje fakt, że prawda nie istnieje. Albo takiej, która cała chce być prawdą, niemal metafizyczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bierdiajew, więziony przez Cze-Ka i GRU przypomina fakt dziś powszechnie znany: rewolucjoniści sowieccy spotęgowali jeszcze grozę kazamatów i zesłania. Tylko drobny cytat z obszernej pracy „Widziałem Anioła Śmierci. Los deportowanych Żydów polskich w ZSRR w latach II wojny światowej”, Warszawa 2006. Z zeznań Edmunda Finklera, lat 39, urodzonego i mieszkającego we Lwowie, oficera polskiej armii, byłego Legionisty, zesłanego do miejscowości Piestraja Dreszwa, niedaleko Zatoki Beringa: „Znaleźliśmy się na pustyni: ziemia zmarznięta i niebo – to wszystko, co było widać. Rozbiliśmy przywiezione namioty i w drelichowej odzieży spaliśmy w namiotach tych w czasie 60-7-stopniowego mrozu. Pracowaliśmy przy budowie drogi prowadzącej do kopalni ołowiu i złota. Pracowało się osiemnaście godzin na dobę i dostawało się 300 gram chleba dziennie oraz zupę, czasem rybę soloną. Po miesiącu wszyscy zachorowaliśmy na krwawą dyzenterię. Codziennie zdarzały się wypadki śmierci. Czego nie dokonała dyzenteria, zrobił głód. 80% spośród tych, którzy przybyli na to przeklęte miejsce, umarło”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym jednak tę notkę, rozpoczętą cytatem z Charlesa Péguy, skończyć fragmentem innego wiersza, by nie zamknąć urywka historii dziejów rozpaczą. Bynajmniej, nie jest to też oskarżenie pod adresem całego socjalizmu. Raczej smutna konstatacja, jak bardzo ludzkie dzieje są powikłane we wszelkich próbach uczynienia świata lepszym. A zawsze można liczyć na szyderczy śmiech tych, którzy zostawiliby go takim, jakim jest (cokolwiek miałoby to znaczyć). Bo przecież nie tylko Rosja zapłaciła krwawą cenę za to, że przez wieki trwała jako wspaniały gmach despotycznego konserwatyzmu, jako karykaturalna apologia niezmienności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Lecz księga życia osiągnęła stronę, &lt;br /&gt;Co droższa jest ponad świętości same. &lt;br /&gt;Co napisane, ma być wypełnione, &lt;br /&gt;Niechaj więc oto się wypełni. Amen. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzisz, bieg wieków jest niby przypowieść, &lt;br /&gt;Gotowa jasnym wybuchnąć płomieniem. &lt;br /&gt;By jej strasznego majestatu dowieść,&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do grobu zstąpię, pogodzon z cierpieniem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do grobu zstąpię i z martwych powstanę, &lt;br /&gt;I tak jak tratwy, spławione głębiną, &lt;br /&gt;Na sąd mój, niby barek karawany, &lt;br /&gt;Stulecia wolno z ciemności popłyną”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Borys Pasternak, „Ogród Getsemane”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/guMyd5c59WY/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/guMyd5c59WY&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/guMyd5c59WY&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-4651462053788420482?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/4651462053788420482/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/dzierzynski-i-inni.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/4651462053788420482'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/4651462053788420482'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/dzierzynski-i-inni.html' title='Dzierżyński i inni...'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-8285382242585034881</id><published>2011-12-26T10:34:00.000-08:00</published><updated>2011-12-26T12:42:25.280-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rosja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='marian zdziechowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Józef Czapski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gieorgij Cziczerin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieje powszechne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aleksander Weissburg-Cybulski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia zbawienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irena Grudzińska-Gross'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Henri de Lubac'/><title type='text'>O Rosji i kobietach, Chrystusie i rewolucji</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_zezoLDwgtXI/TR8sFulHNbI/AAAAAAAADM4/LqwoSj0l6tM/Image.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="227" src="http://3.bp.blogspot.com/_zezoLDwgtXI/TR8sFulHNbI/AAAAAAAADM4/LqwoSj0l6tM/Image.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Między narodzeniem w Betlejem a krzątaniem rosyjskiej kucharki i ofiarną miłością Polki można doszukać się wielu paralel. Piękniejszych niż strofy Słowackiego i filozofia dziejów wieszcząca rewolucje.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wyrwane strony”, Józef Czapski, krótki tekst o Cziczerinie. Jeszcze jeden znak pogmatwanych losów rosyjskich i polskich. Kilka cytatów: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Cziczerin, wieloletni komisarz spraw zagranicznych Lenina, był moim krewnym i spędził w 1905 roku kilka miesięcy u mojej babki w Krakowie. I to chyba nie pierwszy raz. Jedyną osobą, którą poza moją babką chciał widywać, był Profesor Zdziechowski. Myślę, że łączyło ich jedynie apokaliptyczne przeczucie bliskiej przyszłości. Pamiętam, że w rozdzierającym liście do Zdziechowskiego pisał, że Rosja będzie zniszczona, że sama siebie zniszczy. (...) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Gorący patriota rosyjski w 1905 roku – świadczy o tym list do Zdziechowskiego – potem internacjonalista socjalistyczny, aż wreszcie komunista (bolszewik) – minister spraw zagranicznych i przyjaciel Lenina. To Cziczerin właśnie, w zastępstwie Trockiego, podpisał traktat brzeski (&lt;i&gt;ni mir, ni wajna&lt;/i&gt; – jak ten traktat nazwano). A kiedy wracał z Brześcia (…) na stopniach jego auta przejeżdżającego przez Psków stali dwaj oficerowie niemieccy z pistoletami, bo cała ulica krzyczała: »swołocz, swołocz«. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy Cziczerin był w Polsce (…) jako poliglota natychmiast zaczął się uczyć polskiego i roznamiętnił się do polskiej poezji. »Poeci polscy – pisał do Mariana Zdziechowskiego – są dla mnie prawdziwym objawieniem (…). Cytaty ze Słowackiego i Krasińskiego są przecudowne (&lt;i&gt;eto do biezumia czudno&lt;/i&gt;), ten gigantyczny &lt;i&gt;Schwung&lt;/i&gt;, ta moc nieskończoności, melancholia i radość zarazem, nieporównane bogactwo barw, niepodobna zestawić ich z suchutkim Sheleyem, pedantycznym, jak wszyscy angielscy esteci«. (…) A kiedy wysłaliśmy pierwszego ambasadora do Związku Sowieckiego, Cziczerin – minister spraw zagranicznych wydał obiad na cześć nowo przybyłego ambasadora i zaczął mu podczas obiadu deklamować Słowackiego. Biedny ambasador nawet nie wiedział, czyje to były wiersze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego samego Cziczerina spotkał wiele lat później nasz serdeczny przyjaciel Weissburg-Cybulski (…). Jako namiętny komunista wyjechał do Charkowa, gdzie go Rosjanie postawili na czele wielkiej fabryki. Opowiadał nam, że widział przez okno ludzi dosłownie umierających z głodu w chwili, gdy na łamach »Izwiestii« i »Prawdy« pokazywano szczęśliwe twarze zdrowych i świetnych robotników. Niedługo potem, po strasznych torturach w Moskwie, został zesłany do obozu, ale Stalin, po pakcie Ribbentrop-Mołotow, łaskawie oddał go w prezencie Hitlerowi. Weissberg trafił wprost do krakowskiego getta, z którego później uratowała go jego przyszła żona – Polka. Po wojnie napisał napisał bardzo głośną książkę &lt;i&gt;Hexensabbat&lt;/i&gt; [„Wielka czystka”, Instytut Literacki, Paryż 1967 – Conso]”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak relacjonuje Czapski, w Moskwie Weissburg-Cybulski natknął się na Cziczerina: wynędzniałego, w łachmanach. – Dlaczego Pan nie zgłosi się do jednego z domu starców dla dygnitarzy sowieckich? – zapytał ex-prominenta. – &lt;i&gt;Niczewo nie choczu imiet` obszczewo s etoj swołoczju&lt;/i&gt; – odpowiedział Cziczerin. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co ma wspólnego patriota z 1905 roku, potężny komisarz sowiecki i przyjaciel Lenina z prawie że clochardem, którego spotkał Weissberg? – pyta Czapski. – Myślę, że ten człowiek, dosłownie urzeczony Słowackim – bo czuł w nim niesamowity poetycki poryw – musiał być tak samo urzeczony rewolucją. Przypominam sobie sławny wiersz Błoka, napisany w okresie, gdy i on uległ rewolucji. Ten głośny wówczas utwór Dwunastu kończył się marszem rewolucyjnych robociarzy, a wśród nich w &lt;i&gt;biełom wienczykie iz roz/szoł Jisus Christos&lt;/i&gt;. Błok wtedy tłumaczył, że jeśli zachwycaliśmy się dysonansami nowoczesnej muzyki i innych dzieł sztuki, musimy też przyjąć dysonanse rzeczywistości. Błok bardzo prędko stracił wszelkie złudzenia i w czasie spotkań autorskich nigdy nie chciał tego wiersza deklamować. Naturalnie droga tych dwóch ludzi, Cziczerina i Błoka, musiała być inna, ale zastanawia mnie, dlaczego Cziczerin tak długo pozostawał w aparacie sowieckim. Dopiero w 1931 roku – nie godząc się z poglądami Stalina na politykę międzynarodową – podał się do dymisji. Wyrok śmierci go ominął, został zapomniany. Umarł samotnie i w nędzy. Nie opuściła go jedynie jego stara kucharka”. Zmarł w roku 1936.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle Czapski. Jeszcze dwa zdania o rewolucji, przez odległe skojarzenie. Irena Grudzińska-Gross, „Piętno rewolucji. Custine, Tocqueville, Mickiewicz i wyobraźnia romantyczna” (PWN, Warszawa 2000): „Custine najpierw podjął próbę reafirmacji przeszłości i dlatego pojechał do Rosji. Zdawało się bowiem, że tam tradycja tradycja trwała nie zmieniona, a rewolucja trwała w uśpieniu. Jednak przy bliższym zbadaniu tego, co dostrzegł, okazało się, że napotkana tam przeszłość jest mu obca. Jak w krzywym zwierciadle, cała struktura społeczna i wszystkie jej realia były karykaturą tego, o czym marzył. Car był tyranem niewolącym wszystkich; zniewolona szlachta ciemiężyła resztę społeczeństwa; gwałtowna rewolta przeciwko takiemu stanowi rzeczy była tylko kwestią czasu. Custine powrócił do Francji pogodzony z ograniczeniami własnego społeczeństwa. Przeszłość, którą zobaczył w Rosji, zapowiadała przyszłość, której nie chciał być częścią”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grudzińska-Gross, stwierdzając: „ gwałtowna rewolta przeciwko takiemu stanowi rzeczy była tylko kwestią czasu” dopuszcza się ogólnie przyjętej historiozoficznej/filozoficzno-dziejowej manipulacji: rzutuje wstecz to, co się wydarzyło, niczym proroctwo. Ale ten błąd popełniamy bardzo często nie tylko obcując z historią powszechną. Można by nawet przeprowadzić śledztwo, jak w kulturze funkcjonuje takie nadużycie i jakie są jego konsekwencje. Być może – w nieco bardziej wysublimowanej i quasi-teologicznej oprawie bazują na nim wielkie opowieści millenarystyczne, a może także ideologie społeczno-ekonomiczne współczesności. Mam ochotę napisać o tym przy okazji Nowego Roku. W każdym razie, nie wyobrażam sobie porządnej rewolucji bez po-chrześcijańskiej historiozofii czy skromniejszej od niej w zamierzeniach filozofii dziejów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Została jeszcze jedna sprawa. W całym zamęcie wielkiej historii, pośród nazwisk, które kronikarze czasów przekazują potomnym, zawsze pozostają niedopowiedzenia i bohaterowie drugiego, trzeciego planu, którzy – w innej perspektywie – okazać się mogą się najważniejsi. Czapski nie przekazuje nam imienia przyszłej żony Aleksandra Weissburg-Cybulskiego, nie wiemy też nic o starej kucharce która (czy z miłości? czy ze względu na heroizm cnót? czy z wielkiej samotności?) towarzyszyła do końca Cziczerinowi. Te dwie kobiety, które były ocaleniem – jedna dla ex-komunisty, druga dla byłego komisarza Rosji Sowieckiego – pozostają w cieniu. W ich anonimowości odbija się ewangeliczna prawda: „a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda Tobie”. Chrystus „w białym wieńcu z róż”, w piekle getta, na nieludzkiej ziemi, ukazuje swoje oblicze i ustami dwóch kobiet powtarza słowa, które pozostają niewzruszone w ogniu dziejów i w banale dnia codziennego – okazują się najważniejsze: „Bo byłem głodny, i daliście mi jeść; byłem spragniony, i daliście mi pić; przybyszem byłem, a przygarnęliście mnie; nagi – a odzialiście mnie; zachorowałem, i odwiedziliście mnie; znalazłem się w więzieniu, a przyszliście do mnie” (pamiętajmy, że to wersety opowiadające o Sądzie Ostatecznym).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O ile nie myli mnie pamięć Henri de Lubac w „Paradoksach” stwierdził, że historia zbawienia toczy się za dekoracjami wielkich scen dziejowych. Rzecz do dyskusji. Ale pewne jest, że między narodzeniem Jezusa w Betlejem, Sądem Ostatecznym a krzątaniną rosyjskiej kucharki wokół zapomnianego sowieckiego dygnitarza i ofiarną miłością Polki do zdradzonego przez komunistów nieszczęśnika można doszukać się wielu paralel. Piękniejszych niż strofy Słowackiego i filozofia dziejów wieszcząca rewolucje; pięknych prostotą paru ewangelicznych wersów, które były najprawdziwszą rewolucją dla świata: „Bo byłem głodny"...  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-8285382242585034881?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/8285382242585034881/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/o-rosji-i-kobietach-chrystusie-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/8285382242585034881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/8285382242585034881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/o-rosji-i-kobietach-chrystusie-i.html' title='O Rosji i kobietach, Chrystusie i rewolucji'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zezoLDwgtXI/TR8sFulHNbI/AAAAAAAADM4/LqwoSj0l6tM/s72-c/Image.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-4608650603068880594</id><published>2011-12-25T05:54:00.000-08:00</published><updated>2011-12-25T06:06:10.620-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Święta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='michał sumiński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='okulary'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzienniczek lektur'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;zwierzyniec&quot;'/><title type='text'>Jak Polska Ludowa sprawiła, że nie padłem ofiarą pedofila</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.holdys.pl/tomi/parowozy/tkt48-138-rm1.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="202" src="http://www.holdys.pl/tomi/parowozy/tkt48-138-rm1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;A my jeszcze tutaj, póki co w ciszy Świąt, z odrobiną dobrych słów i  pamięci o sobie wzajem, a za chwilę znów w rozgardiaszu codzienności. I  tak jest właśnie dobrze: i życie, i śmierć i bieg zdarzeń i wędzidła  pamięci. I święta i nie-święta, i anty-święta. I to jest ta książka,  której nie da się w całości wpisać do żadnego dzienniczka lektur, Mamo.  Ale trzeba próbować, prawda? &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy byłem małym chłopcem, Mama, polonistka, usilnie namawiała mnie do prowadzenia dzienniczka lektur. Na ogół sprawiało mi to autentyczną przyjemność, a czasem irytowało takie pisanie „pod przymusem”: - „Po co mam pisać rzeczy, które i tak wszyscy wiedzą?”. Mama odpowiadała, że gdyby wszyscy tak mówili, to ludzie w ogóle nie pisali by książek i ludzkość byłaby ciemna jak tabaka w rogu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To były środkowe lata osiemdziesiąte pewnie, które politycznie/historycznie kojarzą mi się komunikatami radiowymi o odnalezieniu zwłok ks. Popiełuszki i hasłem, którego teraz nie potrafię osadzić w czasie, ale to już chyba był 86, albo 87 rok: „zapamiętaj te dwa słowa, referendum i odnowa”. Plakatami z tym hasłem obwieszona była cała podstawówka. Wtedy chyba po raz pierwszy wykazałem się świadomością obywatelską i zdolnością do politycznej kontestacji, bo zasugerowałem sprzątaczkom, wieszającym plakaty, że „referendum i od nowa” chyba brzmiało by trafniej. Niestety, przeszło to bez echa i tak nie zostałem dziesięcioletnim męczennikiem za nadchodzącą powoli III RP. Może i lepiej, bo by mi teraz było wstyd. Zresztą, już serio, komunikaty o śmierci ks. Popiełuszko i ciche rozmowy Rodziców budziły mój autentyczny lęk i poczucie jakiegoś rozdwojenia: to „oni” go zabili i to „oni” informują w radio, że znaleziono jego ciało. Z perspektywy czasu mogę się tylko zastanawiać: kogo, kurwa, chcieli nabrać, że to jednak nie oni, skoro nawet do dziecka to docierało... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobrze, to miała być zupełnie apolityczna notka. Ale bądź Polakiem i nie gadaj w święta o polityce – to trudne, jednak. Wracając do mojego dzienniczka lektur: gdybym tak urodził się te kilkanaście lat później, mógłbym spokojnie jako ośmio-, czy dziewięciolatek prowadzić bloga o przeczytanych lekturach i może nawet dostawałbym listy od wiernych czytelników z tych plakatów, co ja wiem, a wy kojarzycie: „Cześć Krzysiu, też lubię czytać książki i mam 11 lat”. Hm, tak zatem Polska Ludowa sprawiła, że nie padłem ofiarą pedofila. Z drugiej strony, cholera, może zostałbym małoletnim blogerem roku, pieszczochem czytelniczek Saloniku Kameralnego w salon24.pl, albo Jolanta Kwaśniewska czy inna Solorz-Żak zafundowałyby mi stypendium (dożywianie bezami dziecka z popegeerowskiej wsi). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu zresztą inna sprawa, w sumie bardzo dramatyczna.;-) Okulary zacząłem nosić chyba w 4 albo 5 klasie podstawówki. Wtedy jeszcze co jakiś czas mieliśmy w szkole fluoryzację, badania lekarskie, w tym badania wzroku. No i któregoś pięknego dnia dostałem skierowanie do okulisty, później receptę a jakieś dwa miesiące później (tyle się wtedy czekało) swoje pierwsze okulary, źródło cierpień i dyskomfortu. Nie były to czasy Harrego Pottera i okularnikowi w prlowskich pinglach &lt;i&gt;a la&lt;/i&gt; lata osiemdziesiąte w latach osiemdziesiątych w wiejskiej podstawówce nie było łatwo. Tworzyliśmy zatem skromne grono prześladowanych okularników, pomimo skorygowanego wzroku źle widzącymi swą przyszłość. Zaś moje szkła często nie wytrzymywały kontaktu z piłką nożną, spadania z drzewa i takich tam drobnych radości związanych z grawitacją czy relacją masy do prędkości, tudzież pędu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak było i to się już nie wróci, chyba że teoria wiecznego powrotu, z którą kombinowali na przykład stoicy, działa. Ale o tym się przecież nie dowiem, nawet gdyby jakiś Krzyś identyczny ze mną, czyli ja, znów miał pisać dzienniczek lektur, włazić na brzozy, po wielu latach pisać bloga i czytać wiersz Frosta o brzozach. O innych hecach już nie wspominając w ten świąteczny, mokry dzień. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zresztą, taki mokry dzień był wtedy, gdy zrobiono zdjęcie dołączone do tej notki. Może jeszcze na początku lat 90-tych, może w latach 80-tych. Dziś to miejsce wygląda pewnie bardzo podobnie, tyle że bez pociągu (linia zamknięta), trochę bardziej zniszczone, z bardziej zarośniętym ogrodem. Szybko to minęło, minie i drugie tyle, dłużej zostanie wyblakła barwa nieba, niż wyblakłe wspomnienia. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;A jeszcze co do książek i innych rozrywek. Rozrywek było wtedy więcej, wbrew pozorom. Na wsi, wiadomo, cały świat był dla nas do zabawy. Miejsca dozwolone i zakazane. Dwa boiska (teraz ostało się jedno). Wiosna z kałużami, maj z chrabąszczami (w drugiej połowie lat 80-tych skutecznie je wytruto rozsiewanymi z kukuryźnika pescytydami), lato ze żniwami, balotami, strąkami groszku, krótką nocą, jesień z kolbami kukurydzy i lucerną, zima z zamarzniętymi stawami rybnymi, na których graliśmy w hokeja, grabiały nam ręce, zrzucaliśmy kurtki, co dnia Pan Bóg udowadniał nam swoje miłosierdzie, bo nie wybiliśmy sobie oczu ani zębów, jednak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem, gdy jestem u Rodziców, wychodzę wieczorem w pole, zapalam papierosa i lecą mi łzy. Co jest w sumie bardzo głupie, bo kto by płakał po popegeerowskiej wiosce? Zresztą, z roku na rok coraz trudniej wyjść tak sobie w pole, bo wszystko poprzegradzane. Trzeba zatem iść coraz dalej i dalej: oddalać się od miejsc i od wspomnień o miejscach i ludziach, bo czasem już nie ma ani miejsc, ani ludzi i jest tylko posmak ich obecności i odległa wieża kościelna w Brodnicy Śremskiej, czyli znak, że coś jednak trwa nieco dłużej niż źdźbła słomy, ludzie i świat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając jeszcze do rozrywek z tamtych lat: czasem była też telewizja, ale bardzo mało przecież. Może dlatego melodie z tych programów telewizyjnych wyłapuję bezbłędnie. I te z programów dla dzieci, i te z programów rolniczych, wojskowych i melodię ze „Starego Kina” i najulubieńszą melodię z serialowej „Lalki”. I późniejsze już nieco melodie: „Robin z Sherwood”, „Cudowne lata”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dziś się dowiaduję, że umarł autor „Zwierzyńca”, Michał Sumiński. Umarł, no dobrze, niech będzie. Zagadał się na Wigilii ze zwierzętami. I już został tam, gdzie lew spoczywa obok baranka. A my jeszcze tutaj, póki co w ciszy Świąt, z odrobiną dobrych słów i pamięci o sobie wzajem, a za chwilę znów w rozgardiaszu codzienności. I tak jest właśnie dobrze: i życie, i śmierć i bieg zdarzeń i wędzidła pamięci. I święta i nie-święta, i anty-święta. I to jest ta książka, której nie da się w całości wpisać do żadnego dzienniczka lektur, Mamo. Ale trzeba próbować, prawda? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-4608650603068880594?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/4608650603068880594/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/jak-polska-ludowa-sprawia-ze-nie-staem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/4608650603068880594'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/4608650603068880594'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/jak-polska-ludowa-sprawia-ze-nie-staem.html' title='Jak Polska Ludowa sprawiła, że nie padłem ofiarą pedofila'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-1242107734851315396</id><published>2011-12-23T09:07:00.000-08:00</published><updated>2011-12-23T09:25:28.359-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Paweł Rojek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Vaclav Havel'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Francis Fukuyama'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='C.K. Norwid'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Adam Zagajewski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='neoliberalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='system sowiecki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;Siła bezsilnych&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Richard Sennett'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;syberie&quot;'/><title type='text'>O wzniosłych hasłach i banalnym konformizmie. Havel</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://a4.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/180094_187003788007014_140627489311311_437820_4599750_n.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://a4.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/180094_187003788007014_140627489311311_437820_4599750_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Jutro Wigilia. Palę gorzkiego papierosa, choć wolałbym napić się cierpkiej wódki. Widziałem na ulicy nędzę i dobrobyt. Widziałem takich, co idą pewnym krokiem i tych, co patrzą pod nogi i do śmietników. Widziałem silnych i bezsilnych.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W eseju „Siła bezsilnych” Václav Havel opowiada taką oto historię: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kierownik sklepu warzywnego umieścił na wystawie, między cebulą a marchwią, hasło: »Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!«. Czemu to zrobił? Co chciał przez to oznajmić światu? Czy naprawdę jest osobiście entuzjastą idei połączenia się proletariuszy ze wszystkich krajów? Czy jego zapał osiągnął takie rozmiary, że czuje nieprzepartą potrzebę zaznajomienia ze swoimi ideałem szerokich rzesz narodu? Czy rzeczywiście zastanawiał się kiedyś choć przez chwilę, jak takie połączenie miałoby się dokonać i co by oznaczyło? (…) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Treść semantyczna wystawionego hasła jest kierownikowi sklepu obojętna; jeżeli umieszcza on je na wystawie, to nie dlatego, że osobiście marzy o zaznajomieniu właśnie z jego ideą najszerszych rzesz społeczeństwa. Nie oznacza to jednak, że nie przyświecają mu żadne motywy, że postępuje bez sensu, że swym hasłem nikogo o niczym nie powiadamia. Hasło to pełni funkcję ZNAKU – stanowi zaszyfrowane wprawdzie, ale całkiem konkretne powiadomienie. Słownie można by je ująć następująco: »Ja, XY, kierownik sklepu warzywnego, czuwam i wiem, co powinienem robić; zachowuję się tak, jak się ode mnie oczekuje; można na mnie polegać i nic mi nie można zarzucić; jestem posłuszny, toteż mam prawo żyć w spokoju«. (...) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zauważmy: gdyby kierownikowi polecono umieścić na wystawie napis »Boję się i dlatego jestem bezgranicznie posłuszny« (…) wzdragałby się zapewne wyeksponować na wystawie tak niedwuznaczną informację o swoim położeniu, byłoby to dlań przykre, wstydziłby się. Rzecz zrozumiała: jest przecież człowiekiem, ma więc poczucie ludzkiej godności. (…) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znak pomaga więc ukryć przed człowiekiem »niskie« pobudki jego posłuszeństwa, a tym samym też »niskie« fundamenty władzy. Kryje je za zasadą »wzniosłego«. Tym czymś »wzniosłym« jest IDEOLOGIA”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Cytat z „Siły bezsilnych” podałem za „Końcem historii” Fukuyamy (Zysk i S-ka). Uzupełnię go fragmentem z „Semiotyki »Solidarności«” Pawła Rojka, w którym autor także nawiązuje wprost do Havla: „Bez alibi, jakiego dostarczała ideologia, ludziom i narodom pozostawało tylko poddać się nagiej przemocy z bolesną świadomością własnej uległości. Ideologia dostarczała więc materiału, którego można było użyć, by okłamać innych i siebie. (…) Władza rzeczywiście opierała się wyłącznie na sile, ale zarówno rządzący, jak i rządzeni udawali, że tak nie jest”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fukuyama, analizując esej Havla, zauważa: „Na Zachodzie konsumpcjonizm dzień po dniu skłania do moralnych kompromisów, tyle że tam ludzie oszukują siebie samych nie w imię socjalizmu, lecz takich idei jak »samorealizacja« czy »osobisty rozwój«”. Dziś, gdy znaleźliśmy się na peryferiach Zachodu, moralna skłonność do kompromisów także znajdzie swoje semantyczne uzasadnienie. I będzie przybierać formy właściwe dla „społeczeństwa peryferii”. Nowe hasła i nowe idee, nowa propaganda i nowa ideologia będzie uśmierzać podobne wyrzuty sumienia i ukrywać podobne wstydliwe przypadłości ludzkie, w przetworzonej (chwalmy potęgę transformacji!) scenografii wyobrażeń i realiów społecznych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Elementy totalitarne w inspirowanych sowieckim modelem ustrojowym społeczeństwach nie były jedynie katalizatorami „ludzkiej małości”. Celowo ją wzmagały. Z drugiej strony, fakt, że neoliberalna ideologia udaje przyjaciółkę ludzkiej wolności, a przynajmniej jej obojętnego współtowarzysza, nie oznacza, że nie zawiera w sobie elementów równie niebezpiecznych dla godności człowieka. Materialny niedostatek zsowietyzowanych społeczeństw wprost odsyłał do jego nędzy etycznej, „spektakl dobrobytu” (właśnie, coraz bardziej spektakl) neoliberalizmu pozwala ukryć sprawy ducha za parawanem materialnych bonifikat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Neoliberalizm stworzył własne pułapki dla ludzkiej wolności i godności. Richard Sennett, autor pracy „Korozja charakteru. Osobiste konsekwencje pracy w nowym kapitalizmie” stwierdza na jej kartach: „Wyobrażamy sobie, że otwartość na zmiany, łatwość przystosowania się to przymioty charakteru niezbędne do wolnego działania – istota ludzka jest wolna, bo zdolna do zmian. W naszych czasach jednak nowa ekonomia polityczna zdradziła owo ludzkie pragnienie wolności. (…) Nieustanne zmierzanie ku większej elastyczności wytworzyło nowe struktury władzy i kontroli, a nie warunki, które czyniłby nas wolnymi. (…) Oświeceniowa wizja Adama Smitha przyjmowała, że elastyczność będzie wzbogacać człowieka tak od względem materialnym, jak i etycznym; kierujący się nią ludzie zdolni są wszak do nagłej sympatii dla innych. Jednakże ci, którym przypadła lwia część władzy w nowym skomplikowanym reżimie, zdradzają zgoła inne ukształtowanie charakteru. Są wolni – ale wolność ta pozbawiona jest wymiaru moralnego. (…) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdolność do zostawiania za sobą przeszłości, pewność siebie pozwalająca zaakceptować burzenie – oto dwie najważniejsze cechy charakteru człowieka, który w nowym kapitalizmie czuje się jak w swoim żywiole. Zachęcają one do spontanicznych zachowań, ale na samym szczycie spontaniczność ta pod względem etycznym ma w najlepszym razie wartość obojętną. Tymczasem dla ludzi stojących niżej w hierarchii te cechy charakteru okazują się na dłuższą metę destrukcyjne; elementy systemu elastycznej władzy powodują korozję charakterów zwyczajnych pracowników, którzy starają się grać wedle reguł nowego reżimu”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowy system powoduje dyskomfort i cierpienie mas, etyczne wyjałowienie w świecie ciągłych zmian, wymuszanych przez „racjonalizm” „zachowań rynkowych”, konformizm znów wynika z siły jednych i bezsiły drugich, tyle że „miękkie ideologie” społeczeństw nowego kapitalizmu udają, że nie mają nic wspólnego z policyjnym nadzorem i kontrolą nad sumieniem człowieka. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;*&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W roku 1986 Adam Zagajewski opublikował w Paryżu „Solidarność i samotność”. Stamtąd pochodzi tekst „1983”, w którym poeta stwierdza: „Życie wewnętrzne buntuje się przeciwko okrucieństwu świata zewnętrznego. Wielkie książki XX wieku zostały napisane przeciwko potworowi, przez ludzi samotnych, walczących ze swoją rozpaczą. Nadieżda Mandelsztam, ucząca się na pamięć wierszy męża. George Orwell, bezpartyjny wśród partyjnych. Sołżenicyn, mściciel obdarzony wspaniałą pamięcią. Chory Aleksander Wat, opowiadający Miłoszowi o więzieniu na Łubiance. Simon Weil, której objawił się Bóg. Bonhoeffer w więzieniu w Tegel. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkadziesiąt lat temu sławni podróżnicy opowiadali o śniegach okolic podbiegunowych. Scott czy Admundsen walczyli ze śniegiem, śnieg jest też w wierszach Mandelsztama”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiszmy teraz do „grona zimnych czaszek” także czeskiego dysydenta, literata i polityka. A co do podbiegunowych śniegów, to opisał je także Norwid:&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Syberie &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;1 &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Pod-biegunowi! na dziejów-odłogu,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Gdzie całe dnie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Niebo się zdaje przypominać Bogu:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;"Zimno i mnie!..." &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;2 &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Wrócicież kiedy? - i którzy? i jacy? -&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Z śmiertelnych prób,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;W drugą Syberię: pieniędzy i pracy,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Gdzie wolnym - grób! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;3 &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Lub pierw, czy? obie takowe Syberie,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Niewoli dwóch,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Odepchnie nogą, jak stare liberie,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Wielki-Pan... Duch! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://a4.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/180094_187003788007014_140627489311311_437820_4599750_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro Wigilia. Palę gorzkiego papierosa, choć wolałbym napić się cierpkiej wódki. Nie ma śniegu, jest odwilż, szarówka. Widziałem dziś w sklepach bogatych i biednych. Widziałem na ulicy nędzę i dobrobyt. Widziałem takich, co idą pewnym krokiem i tych, co patrzą pod nogi i do śmietników. Na gruzach utopii przeliczamy grosze i szanse na emerytury. Jeśli mamy idee i ideały, to z nich także trzeba zwykle uciułać jakiś kapitalik, a przynajmniej pozycję w świecie. Konformizm nadal jest nam wiernym towarzyszem. W realnym liberalizmie znajduje dla siebie nowe maski i sublimacje, jednak wciąż stawia ludzi w roli sług i despotów, popychadeł i kacyków, niewolników i panów. Zapytajcie kierownika sklepu warzywnego, jakie hasła pomagają wytłumaczyć mu dzisiejsze łajdactwa a zrozumiecie, jak bardzo zabrakło Havla. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/AQ4o8wqDURY/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/AQ4o8wqDURY&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/AQ4o8wqDURY&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-1242107734851315396?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/1242107734851315396/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/o-wzniosych-hasach-i-banalnym.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/1242107734851315396'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/1242107734851315396'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/o-wzniosych-hasach-i-banalnym.html' title='O wzniosłych hasłach i banalnym konformizmie. Havel'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-4196512065435358546</id><published>2011-12-22T10:10:00.000-08:00</published><updated>2011-12-22T10:56:01.439-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='III RP'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bogdan Włosik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jean Luc Marion'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ikona'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ryszard bugaj'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Huta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='idol'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;gaz na ulicach&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lech wałęsa'/><title type='text'>Lech Wałęsa: ikona i idol</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Bz5q9FmBaTY/TvNxl3GVc_I/AAAAAAAAABQ/l2S0yFwrxOQ/s1600/411._13_10_Huta_Marsz_4.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://3.bp.blogspot.com/-Bz5q9FmBaTY/TvNxl3GVc_I/AAAAAAAAABQ/l2S0yFwrxOQ/s320/411._13_10_Huta_Marsz_4.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;22 grudnia 1990 roku Lech Wałęsa został zaprzysiężony na prezydenta. Był ikoną „Solidarności”, stał się idolem tych, którzy przez lata darzyli go nieukrywaną pogardą.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parę lata temu na seminarium o. Kłoczowskiego OP czytaliśmy książkę Jean Luc Mariona „Bóg bez bycia”. Francuski filozof i teolog przedstawia tam koncepcję ikony i idola. W największym skrócie: ikona jest tym, co przez swoją treść odsyła nas ku następnym, fundamentalnym treściom. Ikona objawia. Idol skupia zaś całą uwagę na sobie, chce w całości zawładnąć spojrzeniem odbiorcy, choć jest jedynie odblaskiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lech Wałęsa bywał w swoim życiu zarówno ikoną, jak idolem. Na zdjęciu zamieszczonym w książce &lt;a href="http://www.gaznaulicach.pl/" target="_blank"&gt;„Gaz na ulicach”&lt;/a&gt;, ilustrującym tę notkę (warto obejrzeć w osobnym oknie), widzimy Wałęsę właśnie jako ikonę. Jest 13 października 1982 roku, Nowa Huta: „Manifestanci wznoszą okrzyki: »Solidarność!«, »Zwolnić Lecha!«, »Reżim precz!«. Widoczny wyraźnie duży plakat z wizerunkiem Wałęsy i napisem: »Nie oddamy Sierpnia«, niósł wraz z kolegą z Huty Bogdan Włosik” – informuje opis pod zdjęciem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powie ktoś, że Wałęsa – sam w sobie – nigdy nie był postacią „ikoniczną”. Że w dużej mierze wyobrażeniom społecznym, utożsamieniu „ideałów Sierpnia” ze swoją osobą „ikoniczność” zawdzięczał. Pewnie będzie to w dużej mierze prawda. Niemniej jednak, Wałęsa-symbol żył niejako własnym życiem, niezależnie od Wałęsy-człowieka, którego z dobrej i złej strony znali jego najbliżsi współpracownicy. I cóż: można zaryzykować tezę, że zmieniało się otoczenie wokół niego, a on – mimo wszystkich swoich niekonsekwencji – pozostał taki sam: i jako ikona, i jako idol. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;I do dziś jest jednym i drugim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;PS. Dodajmy, że gdy dziś dla wielu zwolenników prawicy "ikonami" Solidarności stali się Gwiazdowie, na początku lat 90-tych pro-wałęsowska, bardzo liczna prawica rozbijała w Gdańsku wiece z udziałem Gwiazdów (osłaniane wtedy przez... anarchistów). Mamy tu do czynienia z wzorcową niemal konwergencją: niegdysiejsi wrogowie Wałęsy stali się jego przyjaciółmi, przyjaciele - wrogami.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fragmenty „alfabetu Bugaja” poświęcone Lechowi Wałęsie: „Poznałem Wałęsę chyba pod koniec września 1980 roku. Razem z Tadeuszem Mazowieckim, Bronisławem Geremkiem i Andrzejem Celińskim pojechaliśmy do Gdańska, by uzgodnić z Wałęsą decyzje dotyczące organizacji »zaplecza studyjnego« Związku. Ten pierwszy kontakt był dla mnie szokiem – poraziło mnie zarozumialstwo Wałęsy (…). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawność Wałęsy była wielka, choć jego środki działania – cały repertuar manipulacji – co najmniej kontrowersyjne. Wałęsa, wbrew różnym oskarżeniom, podejmował decyzje samodzielnie, a dyskusji (także podpowiedzi ekspertów) nie słuchał zbyt pilnie. Nigdy nie dostrzegłem, by manipulowały nim władze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wałęsa zręcznie (choć nieraz nieestetycznie) prowadził »Solidarność« »po grani« – z jednej strony miał radykalnych działaczy Związku, a z drugiej zagrożenie otwartej konfrontacji z komunistycznymi władzami. Balansował tak długo, jak długo było możliwe. W jego postępowaniu nie widziałem żadnej sprecyzowanej strategii, ale taktyka, którą reprezentował, była bardzo skuteczna. (…) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wałęsa prowadził populistyczną (chwilami obskurancką) kampanię [prezydencką]. Jego motywy działania nie były chwalebne – walczył o władzę dla siebie i o nic więcej. Ale celem jego ówczesnych przeciwników (ich uosobieniem był Adam Michnik) też była przede wszystkim władza, choć miała ona być instrumentem forsowania przemian w modelu liberalnym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy Wałęsa wygrał wybory, okazało się, że nie ma żadnej koncepcji swojej prezydentury. Nie zrobił nic dla wsparcia aspiracji i interesów pracowniczych i szeroko rozpostarł parasol nad Leszkiem Balcerowiczem (za co chwaliły go środowiska liberalne). (…) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale najbardziej oburzające są wypowiedzi o Adamie Hodyszu (chyba jedynym funkcjonariuszem SB, który podjął tajną współpracę z »Solidarnością« i został za to skazany przez komunistyczny sąd na kilka lat więzienia): »Kto raz zdradził, może znowu zdradzić«. Z woli Wałęsy Hodysz został odsunięty od kierowania gdańskim UOP-em, a na jego miejsce przyszedł były oficer SB. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadal nie potrafi zmierzyć się ze swoimi – wszystko wskazuje na to, że mało istotnymi – potknięciami w dawnych relacjach z SB. (…) Do tego chałturzy w sposób budzący niesmak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale mimo to dawni najbardziej zdeterminowani krytycy Wałęsy – przede wszystkim środowisko »Gazety Wyborczej« – zapisali się już kilka lat temu do obozu jego wielbicieli. Prawią Wałęsie dusery, a on rewanżuje się, uczestnicząc we froncie obrońców demokracji przed jej rzekomymi wrogami z politycznej prawicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ci, którzy właściwie afirmują polskie przemiany po 1990 roku (często w przeszłości najbardziej zajadli krytycy Wałęsy), robią z byłego prezydenta ikonę polskiej historii. Ci, którzy kontestują minione dwie dekady, chcą zaprezentować Wałęsę przede wszystkim jako byłego agenta”.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;R. Bugaj, "O sobie i innych", The Facto, Warszawa 2010.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Panie i Panowie – Lech Wałęsa – ikona i idol. Idol i ikona.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;---&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za udostępnienie zdjęcia dziękuję bardzo Maciejowi Gawlikowskiemu i Mirkowi Lewandowskiemu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-4196512065435358546?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/4196512065435358546/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/lech-waesa-ikona-i-idol.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/4196512065435358546'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/4196512065435358546'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/lech-waesa-ikona-i-idol.html' title='Lech Wałęsa: ikona i idol'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Bz5q9FmBaTY/TvNxl3GVc_I/AAAAAAAAABQ/l2S0yFwrxOQ/s72-c/411._13_10_Huta_Marsz_4.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-8953573291281572101</id><published>2011-12-21T09:05:00.000-08:00</published><updated>2011-12-21T09:27:23.857-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='III RP'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='andrzej blacha'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zomo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kopalnia &quot;Wujek&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;gaz na ulicach&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gen. bronisław kwiatkowski'/><title type='text'>„Stał gdzie ZOMO”, zginął pod Smoleńskiem. W pułapce klisz</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_HRV57j-2KiI/TQ2PE01E1FI/AAAAAAAAADU/qFKnCh8VWVA/s1600/wujek_1981.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="220" src="http://4.bp.blogspot.com/_HRV57j-2KiI/TQ2PE01E1FI/AAAAAAAAADU/qFKnCh8VWVA/s320/wujek_1981.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Generał broni Bronisław Kwiatkowski zginął 10 IV 2010 pod Smoleńskiem. W grudniu 1981 był szefem sztabu szesnastego batalionu, stacjonującego w Krakowie. &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na historię tę natknąłem się na 64-66 stronie „Gazu na ulicach”. Krótka opowieść o żołnierzach, którzy po 13 XII odmówili wykonywania rozkazów i albo byli zwalniani ze służby, albo na lądowali na szpitalnych oddziałach psychiatrycznych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Włodzimierz Olszewski, wówczas żołnierz zawodowy, działający w KPN sam wylądował na takim oddziale (szpital na ul. Wrocławskiej w Krakowie). Wraz z nim paru innych. Wspomina: „16 grudnia Andrzej Blacha odmówił wykonania, który dotyczył przygotowania samochodów dla ZOMO. Te auta miały jechać na Śląsk (tego dnia była pacyfikacja »Wujka«). Rozkaz wydał mu chyba major Bronisław Kwiatkowski, który wtedy był szefem sztabu 16. batalionu (stacjonującego przy Wrocławskiej). A Blacha był tam szefem służby samochodowej. Potem jednak ten rozkaz wykonał. Po kilku miesiącach zrobili mu sąd dyscyplinarny w jednostce, wyrzucili z wojska bez uprawnień i zdegradowali. To trwało dość długo – do lata 1982”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autorzy „Gazu na ulicach” opatrują historię swoim komentarzem: „Uwaga Włodzimierza Olszewskiego o zapomnieniu tych żołnierzy, którzy po 13 grudnia odmówili wykonania rozkazu, zwraca uwagę na szerszy problem. Władze stanu wojennego umiejętnie zrobiły z tych ludzi »wariatów« (gdyby zrobiono im procesy karne, byliby bohaterami). Nieliczni jedynie zostali usunięci z armii karnie i zdegradowani. (…). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak oceniać postawę tych żołnierzy, którzy 13 grudnia posłusznie rozkazy wykonali? Kim byli: narzędziami krwawego reżimu, zniewalającego Polskę, czy wzorowymi żołnierzami, którzy wykonywali posłusznie trudne rozkazy i w ten czas próby udowodnili swą lojalność wobec zwierzchników? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problem w tym, że dziś takich pytań stawiać nie należy. A odpowiedź została już udzielona. Wspomniany wyżej mjr Bronisław Kwiatkowski w 1989 r. był już szefem sztabu 6. Brygady Desantowo-Szturmowej im. gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego. Jego kariera nabrała przyspieszenia po 1989 roku. Był na Wzgórzach Golan, w Iraku, ściśle współpracował z NATO. W 2007 r. prezydent Lech Kaczyński awansował go na stopień generała broni (…). Potem objął stanowisko dowódcy operacyjnego Sił Zbrojnych. Zginął 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że mam drobny kłopot z tego typu opisem, jaki zaproponowali autorzy książki. Oczywiście, wiadomo, że jeśli wolno czynić wyrzuty Tuskowi o „dziadka w Wehrmachcie”, to tym bardziej można przypomnieć co generał Kwiatkowski robił w grudniu 1981. Jeśli wolno w sporze politycznym używać argumentu „stoicie tam, gdzie ZOMO”, to można przypomnieć, kto dowodził jednostką, z której wyjeżdżały 16 grudnia na Śląsk samochody dla ZOMO. Tyle że retoryka politycznych agitek nie jest w żadnym razie merytoryczną opowieścią o historii. Służy zupełnie innym celom. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawsza jest inna kwestia. Nie trzeba być zawodowym historykiem, by wiedzieć, że nowo powstające reżimy i państwa często (choć dyskretnie) korzystają z usług kadr będących na usługach obalanych monarchii, republik, ustrojów, reżimów totalitarnych. Czynili tak bolszewicy, czynili na początku III RP byli dysydenci, gdy zmienili się w decydentów. Jest to historyczna prawidłowość, o której więcej mogliby powiedzieć politolodzy i szare eminencje następujących po sobie władców i ustrojów. Bodaj Trocki w swej biografii wspomina, że na sowieckim Kremlu pozostała carska służba, lokaje i kucharze. Jest to też problem z filozofii polityki: relacje między ciągłością a zmianą przybierają bardzo różne aspekty: od prawnych przez czysto kadrowe. Możemy zatem przyjąć, że major Kwiatkowski, służący w stanie wojennym ludowej ojczyźnie był żołnierzem na tyle dobrym, a przy tym stosunkowo mało zasłużonym dla PRL, że mógł służyć także w armii III RP i zrobić w niej olśniewającą karierę. Jego losy nie mają – bezpośrednio – wiele wspólnego z losami tych nielicznych żołnierzy, którym honor i przyzwoitość nie pozwoliły wykonywać rozkazów Ślepowrona. A pośrednio? Pośrednio okazuje się, że niuanse decydują o wszystkim. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej jednak strony – jeśli spojrzymy na sprawę nie tylko z punktu widzenia „prawidłowości dziejów”, ale etyki – to okaże się, jak to często bywa, że przegranymi są ci, którzy cierpią z prostej przyczyny, że mają sumienie. I nad tym można się tylko zadumać. I przypomnieć, i oddać szacunek tym ludziom. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W krzywym zwierciadle polskiej publicystyki, gdzie gra się największymi emocjami i najbardziej uproszczonymi kliszami, gdzie kompletna ignorancja i świadome przekreślanie pamięci historycznej idzie w parze z fanatyzmem różnej maści „kustoszy pamięci” i bardów „religii smoleńskiej”, taka historia jak ta nie może być dobrze opowiedziana. Spomiędzy młota a kowadła zawsze wychodzi się spłaszczonym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generał Kwiatkowski był&amp;nbsp; najwyraźniej dobrym żołnierzem, z którego III RP miała spory pożytek. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by pamiętać, że gdy siedział za swoim biurkiem, odbierając i wydając rozkazy, na Śląsk jechał transport dla ZOMO-wców, a w kopalni „Wujek” na górników czekał już ich los. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-8953573291281572101?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/8953573291281572101/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/sta-gdzie-zomo-zgina-pod-smolenskiem-w.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/8953573291281572101'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/8953573291281572101'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/sta-gdzie-zomo-zgina-pod-smolenskiem-w.html' title='„Stał gdzie ZOMO”, zginął pod Smoleńskiem. W pułapce klisz'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_HRV57j-2KiI/TQ2PE01E1FI/AAAAAAAAADU/qFKnCh8VWVA/s72-c/wujek_1981.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-3041061279477080588</id><published>2011-12-20T13:24:00.000-08:00</published><updated>2011-12-21T07:06:23.567-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bogdan Włosik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maciej gawlikowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zomo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;o rewolucji&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Huta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='1982 r.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jerzy mohl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Grzegorz Pirowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;gaz na ulicach&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='hannah arendt'/><title type='text'>O duchu rewolucji albo sztuczna szczęka na zomowcu ("Gaz na ulicach")</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://bialczynski.files.wordpress.com/2009/09/lenin-zomo-13-x-1982-z6682353x.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="225" src="http://bialczynski.files.wordpress.com/2009/09/lenin-zomo-13-x-1982-z6682353x.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;„Doświadczenie, będące udziałem osób zaangażowanych w to niezwykłe przedsięwzięcie [rewolucję], ma charakter radosnej świadomości, że człowiek potrafi rozpoczynać. Jest to doświadczenie podniosłego nastroju, towarzyszące zawsze narodzinom czegoś nowego na Ziemi”. Hannah Arendt, „O rewolucji”. &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowa Huta, 13 X 1982 roku. O 14.30 rusza pochód. Około 15.00 rozpoczyna się atak ZOMO. Walki toczą się ze zmienny szczęściem. Wszystkie cytaty z książki „Gaz na ulicach”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niepodległość”: „Jeszcze przed 16-tą samozagazowana tyraliera ZOMO zwinęła się i rozpoczęła odwrót w stronę AL. Rewolucji Październikowej. Część demonstrantów ruszyła za nimi”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Hutnik”: „Zaczyna się polowanie. Złapanych zomowców ludzie rozbierają do naga i po odpowiedniej porcji »klapsów«, błagające o litość bohaterskie nagusy uciekają do swoich, przy ogromnej radości gapiów i okrzykach starszych ludzi: »Zabij drania!«, »To nawet nie zwierzę!«. Na kolumnie domu zostaje namalowany napis: »Tu mieliśmy zomowca 15.40.13.10. Solidarność«”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jerzy Mohl: „Grzesiek [Pirowski – Conso] dał mi prototyp procy, którym wcześniej ćwiczyliśmy na boisku, bo miał już nowszy model z naciągiem na cztery gumy i naciągał to bez żadnego problemu – przy wzroście 185 cm ważył 115 kg. Postanowiliśmy wypróbować skuteczność proc. (…) Przed sobą, w stronę kina Świt, mieliśmy kolumnę zomowskich pojazdów, która kierowała się w stronę osiedla Zgody. Milicyjna ariergarda wiązała nas walką i zaczęła się opóźniać w stosunku do swoich głównych sił. Na naszym kierunku znajdowało się pięciu zomowców – dwóch z tarczami plus trzech, którzy strzelali do nas gazami i rzucali gazy z ręki. W pewnym momencie jeden z zomowskich strzelców wybiegł kilkanaście kroków, aby odstrzelić któregoś z demonstrantów. Nie trafił. Kiedy odwrócił się w stronę swoich, dostał kamieniem w plecy. [Zomowiec] upadł na kolana i wydawało się, że za chwilę padnie na twarz, ale jego koledzy rzucili mu się na pomoc. Dwaj chwycili go pod pachy, a ci z tarczami osłaniali siebie i wlekących rannego. W stronę ewakuujących się milicjantów na wstecznym ruszyła »buda«, a my ruszyliśmy za nimi w pogoń. (…) Zdobycz, która stała się naszym udziałem, to były trzy RGŁ-200 [granat dymiąco-łzawiący – Conso], które później wróciły do komuny w nieco innej formie”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jerzy Mohl: „Na Pl. Centralnym ZOMO próbowało bronić pomnika Lenina, ale kiedy dotarła tam główna fala demonstrantów, milicjanci zostali pobici i przegnani. To, co się wydarzyło później, przeszło najśmielsze oczekiwania. Pomnik wodza proletariatu oblano farbami w różnych kolorach. Pomnik został obłożony ławkami i podpalony. Powstało ogromne ognisko, a w środku niego stał upiorny (ze względu na kolory) przywódca komuny. Było super! Ludzie zaczęli nawet tańczyć”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niepodległość”: „Zomowcy uciekający spod Arkadii zostali skutecznie skasowani przez goniących ich demonstrantów. Wielu zomowców ciężko pobito, jeszcze więcej rozbrojony z tarcz, pałek i kałasznikowów. Natomiast uciekającym przed demonstrantami zomowcom udało się pobić pijanego staruszka, który zawieruszył się na trasie ucieczki. Pobitych zomowców opadły kobiety, drapały, dusiły, na jednym z nich znaleziono sztuczne zęby”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Hutnik”: „Na ulicy Kocmyrzowskiej zostaje zbudowana solidna barykada z unieruchomionych tramwajów, ławek, podkładów tramwajowych i płyt chodnikowych. Pomimo przybycia nowych posiłków, zomowcy uciekają w popłochu. Zagubionych, ukrytych w piwnicach wyłapywano, rozbierano, rozbrajano i puszczano. Zdobyte tarcze, hełmy, pociski gazowe, pałki służą przy obronie barykad. (…) Krąży mnóstwo karetek pogotowia – świadkowie twierdzą, że w większości z rannymi zomowcami. Jednakże zauważono, że SB wykorzystywało karetki pogotowia jako środki lokomocji oraz jako wozy łączności”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13 X 1982 rok &lt;a href="http://tygodnik.onet.pl/35,0,52340,jezusie__wroc_go_do_zycia,artykul.html"&gt;zginął w Nowej Hucie Bogdan Włosik&lt;/a&gt;, zabity przez kapitana SB Andrzeja Augustyna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maciej Gawlikowski: „Byłem wtedy codziennie w Hucie. Robiłem zdjęcia. Sporo czasu spędziłem w miejscu śmierci Bogdana, gdzie cały czas gromadzili się ludzie, było pełno kwiatów, zniczy, świec, młodzież kładła odręcznie pisane kartki z wierszami, tarcze szkolne. Ta śmierć była wstrząsem, bo mieliśmy świadomość, że każdy z nas mógł być na miejscu Włosika”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jerzy Mohl: „Na drugi dzień po zamordowaniu Bogdana Włosika po południu wybraliśmy się z powrotem do Nowej Huty. Mieliśmy mało kulek, więc walczyliśmy za pomocą kamieni na osiedlu Spółdzielczym i w okolicy kina Świt. Stężenie gazu było ogromne. Nie pomagały chusty na twarz. Oczy mieliśmy czerwone jak króliki. Po kilku godzinach wycofaliśmy się. Nazajutrz nie poszedłem do szkoły, bo miałem sforsowane mięśnie nóg od nieustannego biegania i zawroty głowy od gazu”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15 X 1982: „Hutnik”: „W czasie starć wieczornych około 300 osób schroniło się na terenie kościoła NMP w Bieńczycach, nocując. ZOMO zażądało na podstawie pisemnej decyzji prokuratury doręczonej księżom, wydania wszystkich osób ze świątyni i plebanii. Księża odmówili mimo groźby użycia przemocy (...). ZOMO weszło na teren budynku Technikum Budowlanego, bijąc bez żadnej przyczyny uczniów klas wieczorowych i dwóch nauczycieli, którzy stanęli w ich obronie. Niektórzy uczniowie uciekali wyskakując oknem na boisko szkolne. Na os. Dąbrowszczaków ZOMO spacyfikowało dwa budynki, wdzierając się do wszystkich mieszkań i wyciągając z nich osoby, które tam się schroniły. Osoby te, podobnie jak domownicy, byli bici pałkami”. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, czy jesienią 1982 roku Maciej Gawlikowski (ur. 1967), Jerzy Mohl (ur. 1963) czytywali w wolnych chwilach teoretyków rewolucji, czy mieli bardziej przyziemne (i przyjemne) zainteresowania. Niewielkie też szanse, by czytali „O rewolucji” Hannah Arendt. Pierwszy z nich miał wtedy piętnaście lat, ostatni – dziewiętnaście. Pierwszy przestawał być dzieckiem, ostatni wkraczał w dorosłość i miał już za sobą internowanie (zatrzymany jako uczeń IV klasy XIV LO 15 XII 1981 r., „zwiedził” Nowy Wiśnicz, Załęże; zwolniony 2 VI 1982). Choć, jak wiadomo, dorosłość a dojrzałość to nieco różne kwestie. Dziesięć lat później mieliśmy już III RP – Gawlikowski był dziennikarzem, tropił milicjantów i esbeków, a Pirowski i Mohl – tego nie wiem... Powiedzmy, że spoglądali na świeżą jak pupa noworodka III RP i nie wierzyli własnym oczom, że na młodej pupie chowają się stare wrzody. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie interesuje mnie zresztą w tej chwili biografia tych osób, ani pozostałych, anonimowych już bohaterów tamtych zdarzeń. Fascynuje mnie raczej to, co stanowiło ich zbiorową, ale i indywidualną świadomość tamtej jesieni 1982 roku, ich świadomość – nazwę to patetycznie i pewnie na wyrost – rewolucyjną, świadomość zadymiarzy, albo kronikarzy, świadków epoki. Czy była to kwestia „czysto techniczna”: opanować strach, opanować technikę strzału, kątem oka spostrzec ruch granatu, zsynchronizować ruchy, znać topografię miejsc, przejścia, bramy, ślepe zaułki, być świadomym własnego sumienia i ryzyka dla życia. Czy można było zagubić się w emocjach tłumu, czy trzeba było bacznie pilnować własnej tożsamości, być raczej żołnierzem, niż gapiem, wciągniętym przypadkiem w wir wydarzeń. Oczywiście, to wszystko mogą być głupie pytania, których nikt sobie wtedy nie stawiał, bo szło tylko o to, żeby upokorzyć przeciwnika i samemu wyjść bez szwanku, żeby Goliat padł na kolana i już się nie podniósł. Ale – w końcu – była tam też śmierć, a to jest chyba niezły kontrapunkt nawet dla młodzików, którym krew buzuje mocno z żyłach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale o tym wszystkim nie mam najmniejszego pojęcia. Zostaję z tymi pytaniami i z książką. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja o tych sprawach pogadać, przy okazji następnych spotkań promujących „Gaz na ulicach”. A póki co nie ma sensu wpadać w patos: zostaję z obrazem sztucznej szczęki, którą ktoś, przed laty, wgryzł się w obitego zomowca...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;I może jeszcze to, owszem, trochę patetycznie:&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/G2QiddS2TMs/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/G2QiddS2TMs&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/G2QiddS2TMs&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-3041061279477080588?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/3041061279477080588/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/o-duchu-rewolucji-albo-sztuczna-szczeka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/3041061279477080588'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/3041061279477080588'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/o-duchu-rewolucji-albo-sztuczna-szczeka.html' title='O duchu rewolucji albo sztuczna szczęka na zomowcu (&quot;Gaz na ulicach&quot;)'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-6396096056488937597</id><published>2011-12-19T08:27:00.000-08:00</published><updated>2011-12-19T14:29:51.691-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tarka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Michał Witkowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lista lektur'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cioty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='transformacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jaworzno-Szczakowa'/><title type='text'>Pedalskie powieści o transformacji, albo Witkowski na listę lektur</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://j-no.pl/images/foto/tarka/duze/2.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://j-no.pl/images/foto/tarka/duze/2.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Czy za cały chichot i zgrzyt na listach lektur w nieskończoność odpowiadać ma Gombrowicz?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;„Muzyka jaka wtedy była wspaniała, Wodecki, Sośnicka, wszystko melodyjne, tekst na poziomie, romantyczny i do rymu i do taktu, a teraz te rapy... Nie ma dzikich plaż... A jak się nie daj Bóg zachorowało nad morzem, to się szło i bez pytania od razu leczyli, wszędzie się można było leczyć. (…). Mówię panu: nie żyje już ani pies Pankracy, ani Miś Uszatek... Nie ma dzikich plaż, już nie ma dzikich plaż...”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W latach osiemdziesiątych to tu się działo! Nikt nie wiedział o AIDS, wszyscy go sobie ochoczo przekazywali. (…) Bo jakże to tak w komunizmie AIDS?”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Gdy się szło na pocztę, wtenczas się zamawiało, panie Michałku, rozmowę w kabinie i ta telefonistka w trakcie rozmowy co chwilę się włączała i pytała: – Mówi się? – to nawet porządnie się przeginać nie można było, bo w każdej chwili baba mogła się włączyć. (…) Ale za komuny to w ogóle się mówiło. Nic nie było, w sklepach, panie, pustki, to co pozostawało, jak nie zmyślać?”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym, jak polscy homoseksualiści deprawowali radzieckich żołnierzy: „Legnickie cioty chodziły pod koszary poprzebierane za kobiety. Początkowo w ogóle udawały kobiety i mówiły, że od przodu nie mogą, bo mają akurat te trudne dni... Istniała szkoła legnicka, żeby się przebierać, i szkoła wrocławska, której my jesteśmy założycielkami, żeby się nie przebierać, bo oni są do cweli przyzwyczajeni, to im wszystko jedno – cwel im robi lachę, czy ktoś spoza koszar”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie ma żołnierzy, nie ma parku, a pedały bawią się w nowoczesnym i eleganckim barze, w którym jest modnym bywać każdemu, pełno tam dziennikarzy i elitki. Ale to nie są już pedały, tylko geje. Solarium, techno, fiu-bździu. (…) A kiedyś... Naprzeciwko Opery przez całą komunę była taka mała knajpka należąca do Orbisu, nazywana Małą Ciotką, Orbisówką, Ciotolandem, albo – przez przejezdnych – Ciotolandem. Pięć metrów kwadratowych barek! (…) Cinkciarze z wyraźnym obrzydzeniem wchodzili w opary Małej Ciotki, zwabiały ich jednak interesy, Matka Joanna od Pedałów skupowała od nich złoto i stanowiła coś w rodzaju jednoosobowego skrzyżowania lombardu z kantorem. Stojąc przy wysokim barku, cinkciarze wstydzili się swoich torebek, tak zwanych pederastek, przenosili ciężar ciała z jednej nogi na drugą, a nogi te obleczone były nieodmiennie w kolorowe ortalionowe dresy i oplecione w pasie kolejnymi saszetkami. Ruskie zegarki, sygnety, jakieś talony – wszystko to Matka próbowała zębami, grzała za biustonoszem i winnych zakamarkach swego przepastnego ciała. Boże, jak stali bywalcy Małej Ciotki byli o nią zazdrośni, jak nienawidzili cinkciarzy!”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tylko kilka z wyimków z jednej najlepszych powieści o późnych latach 80-tych i polskiej transformacji, „Lubiewa”, Michała Witkowskiego. I właśnie fakt, że tamta rzeczywistość (z całym brudem i szpetotą, sentymentalnym lukrem, z ciotami-ofiarami transformacji, dożywającymi swoich lat do emerytury na jakichś portierniach, gdzie ocalało stare linoleum i zapach PRL) opisana jest jako kronika homoseksualizmu, przydaje jej barw. Właściwie, gdyby zekranizować „Lubiewo”, byłoby to świetne antidotum na „kulturę »Misia«”, a przynajmniej znakomita wobec niej alternatywa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Witkowski jest starszy ode mnie o jakieś dwa lata. Sporo nas różni, choćby fakt, że on lata 80-te i pierwsze lata III RP oglądał z perspektywy Wrocławia, ja (po)pegeerowskiej wsi i Poznania. Jednak w jego opisach tamtego świata odnajduję ten klimat, sentyment, ludzi, zjawiska, rzeczy, które drzemią w mojej pamięci. Tęsknoty własne i cudze, młodszych i starszych. Cały ten galimatias i kicz przemian, przaśność i urodę, marazm i przedsiębiorczość, z jej amatorszczyzną, entuzjazmem, nadziejami i porażkami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest „Lubiewo” i jest „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej”, czyli peregrynacje do Lichenia Polaka-katolika-pedała-nieudanego biznesmena. Kiedyś, (nie)dawno temu, w Jaworznie przeprowadzałem własne „śledztwo dziennikarskie” dla „TRYBUNY”, dotyczące peerelowsko-transformacyjnych lat w tamtych okolicach. Chodziłem m.in. po „Tarce”, resztkach "ludowego" ośrodka wczasowego, oprowadzany przez kogoś, kto w latach 80-tych i wcześniej tańczył tam, chodził za rękę z ukochaną kobietą, pił wódkę. Chodziliśmy po ruinach: zniszczone domki wczasowe „w stylu góralskim”, puste oczodoły hotelu z restauracją nad jeziorkiem (patrz zdjęcie), kikuty żelazobetonu, rzucające cień, choć same już stały się cieniem i wspomnieniem dawnych lat. Już nie ma dzikich plaż, nie żyje pies Pankracy... Polska Rzeczpospolita Wyrugowana, za szpetna, nie-martyrologiczna, za mało eseldowska, sprywatyzowana albo zdemolowana, ani jaruzelska, ani solidarnościowa, banalna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyszła nowa książka Witkowskiego, „Drwal”. Krótko trzymałem ją w rękach. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. A co do listy lektur... Zdecydowanie, przydałoby się na niej miejsce dla Witkowskiego. Chyba że za cały polski literacki chichot i zgrzyt w nieskończoność odpowiadać ma Gombrowicz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Źródło zdjęcia: &lt;a href="http://j-no.pl/jaworzno_dzielnice_jelen_tarka"&gt;http://j-no.pl/jaworzno_dzielnice_jelen_tarka&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-6396096056488937597?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/6396096056488937597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/pedalskie-powiesci-o-transformacji-albo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/6396096056488937597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/6396096056488937597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/pedalskie-powiesci-o-transformacji-albo.html' title='Pedalskie powieści o transformacji, albo Witkowski na listę lektur'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-1758254804631887288</id><published>2011-12-18T05:53:00.000-08:00</published><updated>2011-12-18T08:14:00.155-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='III RP'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Vaclav Havel'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Huta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tadeusz Kowalik'/><title type='text'>Na marginesie śmierci Havla. Wypis z prof. Kowalika</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://a3.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/302199_2451859181929_1415498480_2856638_533931244_n.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://a3.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/302199_2451859181929_1415498480_2856638_533931244_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Przygotowuję dla portalu ngo.pl tekst o Nowej Hucie. To właściwie jeden z moich ulubionych tematów reportaży: artykuły dla „Nowego Obywatela”, „Trybuny”, internetowej strony Polskiego Radia, „Kuriera Galicyjskiego” (duże teksty) zaowocowały m.in. współpracą z Adamem Gryczyńskim przy albumach „Czas zatrzymany”, znajomością z jednym z najbardziej interesujących społeczników nowohuckich: Maciejem Twarogiem. &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Dzięki Nowej Hucie i Markowi Kurzyńcowi, Maćkowi Gawlikowskiemu poznałem trochę „rewolucyjną” historię Krakowa w końcu lat 80-tych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotowuję zatem tekst, i nagle olśnienie, mam na półce pracę pod przewrotnym tytułem: „Futuryzm miast przemysłowych. 100 lat Wolfsburga i Nowej Huty” (wyd. ha! Art, Kraków 2007). Przeglądam zatem tę książkę, a w niej – tekst prof. Tadeusza Kowalika „Blaski i cienie transformacji polskiej”. Właśnie cytat z artykułu profesora będzie stanowił główną treść tej notki: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie sposób dłużej ukrywać brzydkiej twarzy powstałego po 1989 roku ładu społecznego czy ignorować pytania komu [polski wzrost gospodarczy] służy. A nietrudno wykazać, że służy mniejszości. (…) Po pierwsze, Polska doświadcza najwyższego i najbardziej długotrwałego w Europie Centralnej bezrobocia. (…) Polska ma również (…) najwyższą stopę bezrobocia wśród młodzieży. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele symptomów świadczy o tym, że &lt;b&gt;elity władzy przyzwyczaiły się do katastrofalnie wysokiego bezrobocia&lt;/b&gt;, a proponowane środki nie zapowiadają na najbliższe lata zahamowania tej prawdziwej klęski społecznej. Blisko miliona osób tkwi w bezrobociu ponad dwa lata, a około dwóch milionów – ponad rok. Nie dysponujemy, niestety, wiarygodnym szacunkiem liczby i zakresu pracy zarejestrowanych bezrobotnych w szarej strefie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce obserwujemy wysoki poziom, a zarazem ciągły wzrost ubóstwa, znacznie większy niż w innych krajach Europy Środkowej. (…) Trudny do wyjaśnienia jest bardzo szybki wzrost liczby osób żyjących poniżej minimum egzystencji. W latach 1996-2004 dość systematycznie wzrastała liczba tych osób (z 4,3 procent do 12 procent społeczeństwa). Oznacza to niemal trzykrotny wzrost nędzy w czasie, gdy dochód narodowy zwiększył się o ponad jedną trzecią! &lt;b&gt;Prawdziwym skandalem politycznym jest fakt wzrostu liczby dzieci niedożywionych lub wręcz głodujących.&lt;/b&gt; Jak dotąd, ani poprzednia koalicja, ani obecna władza nie wyciągnęły z tego bezprecedensowego na zachód od Bugu faktu żadnych wniosków, które zapowiadałyby szybkie odwrócenie kierunku tych patologicznych procesów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie, naturalną konsekwencją wyżej wskazanych faktów i procesów jest jeden z najwyższych w Europie wskaźników nierówności społecznych. Wyraża się to z jednej strony w dużym biegunie ubogich, a z drugiej – w powstawaniu wielkich fortun, najczęściej na styku strefy publicznej i prywatnej. (…) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodać do tego należy barierę mieszkaniową i powszechną praktykę wspierania drogiego budownictwa dla zamożnych, czemu towarzyszy niemal całkowity zanik taniego budownictwa komunalnego. Powstały więc dwie kultury życia o cechach dziedzicznych, dwie odmienne społeczności, odgradzające się od siebie wysokimi parkanami, prywatną policją, groźnymi psami i elitarnymi szkołami. Celuje w tym Warszawa, która ma już ponad dwieście zamkniętych osiedli mieszkaniowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Systematycznemu ograniczaniu ulega również państwo opiekuńcze. &lt;b&gt;Przewagę zyskują XIX-wieczne stosunki pracy w nowo powstałym sektorze prywatnym, gdzie nagminnie występuje zjawisko opóźnień w wypłatach wynagrodzenia.&lt;/b&gt; I wreszcie wszechobecne zjawisko korupcji i klientelizmu, objawiające się ze szczególną siła w procesach prywatyzacji. Te właśnie fakty, zjawiska, procesy należałoby traktować jako cechy konstytuujące system ekonomiczny w Polsce, gdyż będą nam towarzyszyć przez wiele lat. Można je nazywać wynikowymi cechami systemowymi, zrodzonymi przez splot swoistych urządzeń instytucjonalno-organizacyjnych”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W telewizji trwa - i dobrze - festiwal wspomnień o Vaclavie Havlu. Przy okazji dziennikarze pytają, co różni Czechów i Polaków, czemu wśród Polaków widać niezadowolenie z III RP; niezadowolenie politycznie zagospodarowane choćby przez PiS (zagospodarowane zresztą nieudolnie i wedle prawicowych sztamp). Czemu część Polaków jest tak niewdzięczna, że nie podoba się jej ten system? - słychać w podtekście. Durni media workerzy, albo zbyt syci, albo zastraszeni (te kredyty do spłacenia) nie widzą, że odpowiedź mają na dłoni. Ale co oni mogą dostrzec zza swoich warszawskich biurek i stanowisk przed kamerą? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tym demagogicznym akcentem kończąc, życzę Państwu dobrej niedzieli w III RP. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. I jeszcze to info &lt;a href="http://nowyobywatel.pl/2011/12/16/rozwoj-aspoleczny/"&gt;polecam&lt;/a&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-1758254804631887288?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/1758254804631887288/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/na-marginesie-smierci-havla-wypis-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/1758254804631887288'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/1758254804631887288'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/na-marginesie-smierci-havla-wypis-z.html' title='Na marginesie śmierci Havla. Wypis z prof. Kowalika'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-8402164130321784560</id><published>2011-12-17T12:02:00.000-08:00</published><updated>2011-12-17T12:31:54.670-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maciej gawlikowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marek Bik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Grzegorz Hajdarowicz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WiP'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rebelya.pl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mirek lewandowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stan wojenny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bogdan Klich'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Roma Kahl-Stachniewicz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kpn'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piotr pałka'/><title type='text'>Chcieliśmy na nich polować... („Gaz na ulicach”!)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://a3.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc7/374327_2874379264667_1415498480_3084236_1323463212_n.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="241" src="http://a3.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc7/374327_2874379264667_1415498480_3084236_1323463212_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Grzegorz Hajdarowicz: – &lt;i&gt;Kiedyś książkę Mirka i Maćka przerzucimy na tablety. I może wtedy zainteresuje kogoś z młodych, może zrobią film. Nigdy nie wiadomo, co będzie za dwadzieścia, czterdzieści lat. &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;*&lt;br /&gt;Krótki, nieautoryzowany zapis wypowiedzi z dzisiejszego spotkania promocyjnego, poświęconego książce &lt;a href="http://www.gaznaulicach.pl/"&gt;„Gaz na ulicach”&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spotkanie odbyło się w odnowionym gmachu Muzeum Armii Krajowej (ul. Wita Stwosza 12), w Krakowie. Wśród zaproszonych byli działacze KPN z czasów stanu wojennego: Marek Bik, Grzegorz Hajdarowicz, Jerzy Mohl, Ryszard Pyzik, Wojciech Słowik. Dyskusję prowadził Piotr Pałka z portalu rebelya.pl. Na sali byli także, m.in. Romana Kahl-Stachniewicz (działała w KPN; Pani Romo, serdecznie pozdrawiam!), Adam Macedoński (działał w KPN), Bogdan Klich (działał w NZS, ruchu Wolność i Pokój, co do WiP, warto zajrzeć &lt;a href="http://nzs1980.pl/index.php/ruch-wolno-i-pokoj-kalendarium?showall=1"&gt;tutaj&lt;/a&gt;), Krzysztof Król (wiadomo). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– &lt;i&gt;Mirek Lewandowski w tej książce wziął na siebie trudne rozmowy z naszymi kolegami i koleżankami. Natomiast ja &lt;b&gt;zajmowałem się częścią przyjemniejszą&lt;/b&gt;, rozmowami z płk. Ryczkiem z WSW, esbekami, pracownikami służby więziennej&lt;/i&gt; – stwierdził pół żartem, pół serio Gawlikowski. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– &lt;i&gt;Byliśmy przekonani, że komunistów należy przegonić siłą, nie dobrocią. Mainstreamowe organizacje opozycyjne zagospodarowały przestrzeń i pamięć o tamtych wydarzeniach. A to my, KPN, przynosiliśmy ulotki, butelki z benzyną...&lt;/i&gt; – mówił Hajdarowicz. Wspomniał też Andrzeja Kryże, prokuratora w czasach PRL, za rządów PiS wiceministra sprawiedliwości. – &lt;i&gt;Oskarżał naszych kolegów, jednemu z nich groziło piętnaście lat więzienia&lt;/i&gt; – przypominał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– &lt;i&gt;Nie czułem się radykałem, uważałem, że robimy to, co należy&lt;/i&gt; – przekonywał Marek Bik, który w bardzo szczerych rozmowach z Mirkiem Lewandowskim opisał w książce swój pobyt w „gettcie” na Montelupich (więzienie krakowskie). – &lt;i&gt;Esbecja urządzała intrygi ze sfałszowanymi grypsami, Marek siedział w celi z trzema podstawionymi agentami celnymi, którzy przeprowadzali piętrowe rozpracowanie&lt;/i&gt; – przypominał Jerzy Mohl. W „gettcie na Monte” doszło do wpadek konspiracyjnych ludzi z „zakonspirowanego KPN”, "Solidarności", NZS. Na ławach oskarżonych siedziało po 15-18 osób. – &lt;i&gt;Przez lata panowała &lt;b&gt;zmowa milczenia między katami a ofiarami&lt;/b&gt;; dlaczego nie mówili kaci, to jasne; ofiary wstydziły się mówić&lt;/i&gt; – stwierdził Bik. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaniem Macieja Gawlikowskiego, jedną z ofiar tej długoletniej „zmowy milczenia” i niejasności wokół śledztw, aresztowań, wsyp był Stanisław Papież (jeszcze przed paroma laty poseł LPR). – &lt;i&gt;Papież podejrzewany był o wydanie sporej liczby ludzi. Tymczasem wszystko wskazuje na to (po drobiazgowym porównywaniu materiałów), że o ile faktycznie złożył podpis pod protokołem śledztwa, to jednak nikogo nie wydał&lt;/i&gt; – uważa współautor "Gazu na ulicach". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– &lt;i&gt;W drugiej połowie lat 80-tych zradykalizowałem się. Przyłączyłem się do ruchu Wolność i Pokój&lt;/i&gt;&lt;i&gt;, nie złożyłem przysięgi wojskowej, KPN mi wtedy nie oferował takich możliwości&lt;/i&gt; – wspominał Marek Bik. – &lt;i&gt;Po zabójstwie księdza Popiełuszki uznałem: &lt;b&gt;albo idziemy na całość, albo odpuszczam&lt;/b&gt;; drukowanie ulotek, książek w drugim obiegu to był dla mnie ersatz&lt;/i&gt; – mówił Jerzy Mohl. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– &lt;b&gt;&lt;i&gt;Trzeba zacząć na nich polować&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; – tak krótko zrelacjonował Grzegorz Hajdarowicz swoje rozmowy z tamtych lat z kolegami z KPN. „Oni” to ZOMO-owcy. Któregoś dnia, w czasie zadym, jeden z funkcjonariuszy ZOMO miał pecha „wyindywidualizować się” z szeregu i skończył pod butami i pięciami manifestantów. – &lt;i&gt;Ledwo wyperswadowaliśmy sobie i kolegom, że nie wypada załatwić go tak do końca. Pozwoliliśmy mu wrócić do swoich. Następnego dnia wpadłem do cukierni na Kazimierza Wielkiego, patrzę, a przede mną stoi ten zomowiec. Nie przypominałem mu się&lt;/i&gt; – opowiadał Hajdarowicz. – &lt;i&gt;Kiedyś książkę Mirka i Maćka przerzucimy na tablety. I może wtedy zainteresuje kogoś z młodych, może zrobią film. Nigdy nie wiadomo, co będzie za dwadzieścia, czterdzieści lat. Mam teorię, że moja rodzina co czterdzieści lat wychodzi na zero, więc zostało jeszcze jakieś dziewiętnaście... &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo dziękuję Maćkowi i Mirkowi za możliwość uczestnictwa w tym spotkaniu. Mam nadzieję, że nie ostatnim. Marzy mi się promocja książki w Nowej Hucie: przecież to tam miało miejsce wiele wydarzeń opisanych w Waszej pracy. Na sali, w trakcie spotkania, widziałem Macieja Mieziana z Muzeum Historycznego miasta Krakowa (oddział w Nowej Hucie). I stąd go pytam, prawem kaduka: – &lt;i&gt;Pomożecie?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;*&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;Fotorelacja:&lt;i&gt; &lt;a href="http://www.facebook.com/media/set/?set=a.2874304502798.153178.1415498480&amp;amp;type=3"&gt;http://www.facebook.com/media/set/?set=a.2874304502798.153178.1415498480&amp;amp;type=3&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-8402164130321784560?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/8402164130321784560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/chcielismy-na-nich-polowac-gaz-na.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/8402164130321784560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/8402164130321784560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/chcielismy-na-nich-polowac-gaz-na.html' title='Chcieliśmy na nich polować... („Gaz na ulicach”!)'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-7107411752167058394</id><published>2011-12-17T00:53:00.000-08:00</published><updated>2011-12-17T01:26:13.520-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='walka klas'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='black metal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='naomi klein'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='black sabbat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='the big four'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='norwegia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metallica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komercja'/><title type='text'>Metal, szatan, wolność i walka klas</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://theblackberryalarmclock.com/wp-content/uploads/2011/12/classwar.gif" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="215" src="http://theblackberryalarmclock.com/wp-content/uploads/2011/12/classwar.gif" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Wolność... Sataniści z Norwegii, thrashowi milionerzy wyśpiewujący na bis piosenki, których znaczenia już nie pamiętają, nastolatki z Sofii, stojące w karnym szeregu po autografy, wydające ostatnie grosze na albumy, których produkcja i promocja pochłonęła solidne budżety. Wolność miliona. I wolność milionów w tych paru chwilach pierwotnej ekstazy. Jaskiniowcy nie prowadzą walki klas. Jaskiniowcy czczą pioruny i światła stroboskopów. &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Którejś z bezsennych nocy obejrzałem dokument poświęcony różnym gatunkom muzyki metalowej: &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=7v1vg0deZkM"&gt;Heavy metal, historia muzyki metalowej&lt;/a&gt;. W zamierzeniu dokument miał być apologią, ale nic tak źle nie robi oskarżonemu, jak marny obrońca (w tej roli narrator). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obejrzeniu całości, a jestem fanem metalu od około dwunastego roku życia, wpadłem w konfuzję: po cholerę udowadniać, że metal to muzyka dobra i do dziecinnego pokoju, skoro co chwilę mimowolnie, jakby przez roztargnienie, niefrasobliwość albo pryszcze na tyłku dowodzi się czego innego. Ostatecznie okazuje się, że cholera ze wszystkim, my się dobrze bawimy, nic wam do tego, nie przeszkadzajcie, fuck yeah! Zaś podpalenia kościołów w Norwegii i krwawe porachunki na tle ideowym, fanatyczny duch antychrześcijaństwa to co najwyżej pożałowania godny wypadek przy pracy, sprawa klimatu albo historii, a nie logiczna konsekwencja jednej z możliwych wariacji na temat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, czy skandynawscy sataniści spod znaku blackmetalu (jeden z nich dał mi swego czasu asumpt do napisania tekściku &lt;a href="http://consolamentum.salon24.pl/156054,dluzsza-notka-o-zabijaniu"&gt;„Dłuższa notka o zabijaniu”)&lt;/a&gt; już się znudzili diabłem, czy się ustatkowali, znergalizowali, czy dalej warzą sobie piwo do wypicia po tamtej stronie rzeczywistości. Część z nich, jak się zdaje, pojmowała szatana w prometejski, czy romantyczny sposób: jako tego, który uzależnionej od bóstw/bóstwa ludzkości przynosi oswobodzenie. – Szatan to wolność – powiada we wzmiankowanym filmie jeden z odpytywanych przez narratora blackmetalowców. Wolność nadludzi... Tu pastor spalonego kościoła dopowiada: satanizm to religia elitarna, religia silnych, nie słabych i ułomnych. Silnych siłą świata, dodajmy dla jasności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy przyjrzeć się biografiom sporej części muzyków metalowych, którzy z czasem znaleźli się na Olimpie sławy i dostatku, okaże się, że ich część pochodziła z ubogo, lub skromnie żyjących (rozbitych) rodzin. Przykład pochodzących z robotniczej dzielnicy Birmingham muzyków Black Sabbath będzie doskonały. Historię swojego skromnego dzieciństwa opowiada także w w swej biografii Dave Mustain, od lat lider Megadeth. Muzyka, talent, łut szczęścia, show biznes dał pryszczatym smarkaczom ze skłonnościami do nadużywania alkoholu, narkotyków i panienek przepustkę do lepszego świata. Oczywiście, nie tylko muzycy metalowi wraz z przepustką do lepszego życia odbierali talony na parszywą śmierć. Niech żyje wolność, wolność i swoboda, niech żyje zabawa i dziewczyna młoda – by zacytować utwór klasyczny, choć nie thrash metalowy. Niech żyje jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty i szósty nieudany odwyk, gnijące ciała i sekcje zwłok, malowniczo jak na okładkach Cannibal Corpse. Niech (nie) żyje Curt Cobain. Smells like corpse spirit... Ale kto przeżył i wspiął się dostatecznie wysoko ma posiadłości, limuzyny i różne sympatyczne rzeczy, których istnienia można się tylko domyślać, ale z pewnością dzięki triumfom neoliberalizmu w XXII wieku będą w każdym domu i zagrodzie (żarcik taki). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I gdzie tu walka klas? Jest, czy jej nie ma? – zapyta ktoś czujnie. W kolejną z bezsennych nocy (Jaka to melodia? Ano, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=U-yYG00Nr8I"&gt;Sleepless night&lt;/a&gt;) przypomniałem sobie kilka koncertów thrashowych, na czele z „The Big Four”: Bułgaria, Sofia. Wieeeeelki hotel w Sofii, muzycy wprost z apartamentu wyprowadzani do autobusów, backstage, Mustaine przed sporą szafo-lodówką z napojami chłodzącymi, gigantyczny, rozrywkowy przemysł, bogowie metalu, tłumy wyznawców (tak, też jestem wyznawcą tej muzyki), ekscytacja, ciary na plecach gdy Wielka Czwórka odśpiewuje razem &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=TlH-5aAHSYs"&gt;„Am I evil?”&lt;/a&gt;. ...Yes, I am. – „In the name of heavy metal” – powiada James Hetfield. W imię heavy metalu i dla baaaardzo dużej kasy, dobrzy ludzie pod sceną... I wiekowy cover, utwór Diamond Head rozbrzmiewa w blasku jupiterów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No tak, bo Metallica w zamierzchłych czasach bardzo lubiła covery, szczególnie punkowych zespołów. Choćby takiego The Misfits (prekursorzy horror punku). Kto z fanów muzy nie zna uroczego szlagieru &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ttPGXIwrI2k"&gt;„Last caress/Green hell”&lt;/a&gt;: „I got something to say/ I killed your baby today/ And it doesn't matter much to me/ As long as it's dead./ I got something to say/ I raped your mother today/ And it doesn't matter much to me/ As long as she's spread”. I tak się zastanawiam, czy to tylko horror, czy wściekłość buntu? I co by było, gdyby pogujący tłum któregoś pięknego dnia zapragnął rozpieprzyć te barierki i zamiast tiszirtów, pałeczek i zaszczytu bezpłatnego bzykania przez gwiazdę zażyczył sobie czegoś więcej? Ale to oczywiście mało prawdopodobne. Zresztą, odkąd wymyślono free downloading, z którym walczy się pół żartem, pół serio, można (roz)pierdolić system kilkoma kliknięciami na klawiaturze podłączonego do Sieci sprzętu. Choć i w tym jest jakaś forma uniżonego poddaństwa: God save the file! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powie ktoś przytomnie, że thrash metal i pokrewne gatunki nie był nigdy Muzą rewolucjonistów. Nie to, co punk. Metal jest/był/bywał z reguły czymś w rodzaju marksowskiego opium ludu: ucieczki w krainę fantazji, magii, egzystencjalnych cierpień thrash metalowych Werterów; jak łatwo było przejść od plakatu z He-Manem do posterów Manowar... Chłopcy z Birmingham zamiast walki klas wybrali okultyzm, nad Marksa przekładali Alaistera Crowleya, itd., itp. Jeśli strach i gniew, to na religię, bomby atomowe, wojny totalne, szeroko rozumianą dehumanizację. Ale owszem, owszem, tu i ówdzie zjawiali się społeczni, klasowi buntownicy, pojawiły się krzyżówki, odmiany stylów, różne grandże, rejdże przeciw maszynie, bajo-bongo-hazardy, systemofedałny, Body Count &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=X-kwNNLmhd8"&gt;z pytaniami&lt;/a&gt; o prawdę i sprawiedliwość na tle rasowym, itd. Bo i na tym, ostatecznie, dało i da się zarobić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wolność... Sataniści z Norwegii, thrashowi milionerzy wyśpiewujący na bis piosenki, których znaczenia już nie pamiętają, nastolatki z Sofii, stojące w karnym szeregu po autografy, wydające ostatnie grosze na albumy, których produkcja i promocja pochłonęła astronomiczne budżety. Wolność miliona. I wolność milionów w tych paru chwilach pierwotnej ekstazy. Jaskiniowcy nie prowadzą walki klas. Jaskiniowcy czczą pioruny i światła stroboskopów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Osobną kwestią jest to, co Naomi Klein w „No Logo” nazwała „metkowaniem muzyki”, czyli zaprzedanie się muzyki/muzyków w służbę globalnego marketingu. Czy to przypadek, że jedna ze scen otwierających koncert DVD „Sonisphere. The Big Four” to przyjemne zaskoczenie muzyków bodaj Anthrax: „Ooo, mają tu Coca-Colę”. Czy to przypadek, product placement, czy radość białego człowieka, że Bułgaria też jest cywilizowanym krajem? Równocześnie, jak zauważa Klein: „muzycy nigdy dotąd tak agresywnie nie rywalizowali z producentami artykułów konsumpcyjnych”. To logiczne, nie można dwóm panom służyć: własnej i cudzej marce. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-7107411752167058394?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/7107411752167058394/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/metal-szatan-wolnosc-i-walka-klas.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/7107411752167058394'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/7107411752167058394'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/metal-szatan-wolnosc-i-walka-klas.html' title='Metal, szatan, wolność i walka klas'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-460090419149732152</id><published>2011-12-16T15:02:00.000-08:00</published><updated>2011-12-16T15:30:23.400-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='III RP'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Beylin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lepper'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='indywidualizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='populizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PiS'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gazeta Wyborcza'/><title type='text'>O populizmie. Na marginesie rozważań red. Beylina</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://a1.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/s720x720/388566_2701050931567_1415498480_3019483_1179480172_n.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://a1.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/s720x720/388566_2701050931567_1415498480_3019483_1179480172_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Całkiem niedawno jedna z krakowskich redakcji (i bynajmniej nie były to PRESSJE) dała mi do zrecenzowania nowe wydanie „18 brumaire`a Ludwika Bonaparte” ze wstępem Marka Beylina, publicysty „Gazety Wyborczej”. &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marek Beylin – to jego dobre prawo – wykorzystał Karola Marksa, by rozprawić się z rodzimymi populizmami. Źródłem pierwszego jest samotność indywidualistów: „obywateli, którzy abdykowali ze swego obywatelstwa, niespecjalnie wierzą w sens wyborów, w pożytek z pilnowania władz, w wartość zaangażowania. W kwestiach publicznych bierni, unikający konfliktów, raczej nieprzygotowani do zbiorowych wystąpień, pielęgnują jednak ducha radykalizmu, tyle że jest to radykalizm samorealizacji”. Uciekają w siebie, stają się aspołeczni, zezwierzęceni – przypomnijmy, że dla Arystotelesa poza społeczeństwem trwali tylko bogowie i zwyrodnialcy (przestępcy). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Źródłem drugiego jest tęsknota za silnym państwem. Tu nosicielami populizmu stają się ludzie pod Pałacem Prezydenckim (idzie zapewne o Solidarnych 2010), Radio Maryja (i jego słuchacze), Prawo i Sprawiedliwość (i jego zwolennicy): „ludzie ci chcą państwa władczego i zideologizowanego, ale w gruncie rzeczy pragną, by państwo zaradziło ich brakowi komfortu życia, indywidualnemu nieprzystosowaniu do współczesności”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem – dla Beylina – jedyną pewnością w życiu społecznym jest i powinna być niepewność. I tego rzekomo uczy się redaktor „GW” od Marksa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie trzeba oczywiście wnikliwego marksisty, by uznać, że to nieporozumienie. W końcu największą tęsknotą Marksa było to, co nazwano „świeckim eschatonem”: utopia komunistycznego, ostatecznego porządku, „skok do królestwa wolności”, co do której Bakunin obawiał się, że zrealizuje „koszarowe państwo”. Anarchista miał rację. Tu dygresja: towarzysze z KPP mieli za złe Broniewskiego, że napisał wiersz o Bakuninie, wiersz o „heretyku”, zbuntowanym przeciw marksowskiej doktrynie i wykluczonym z Międzynarodówki Komunistycznej.Nie chcieli Broniewskiemu drukować tego wiersza. Koszarowe społeczeństwo poprzedza bowiem zawsze koszarowe myślenie. Tępymi kapralami mogą przecież być nie tylko żołdacy, ale także członkowie partii, albo dziennikarze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostawmy jednak Marksa, Bakunina i tragicznego pijaka, Broniewskiego. Wróćmy do red. Beylina i jego wstępu dla publikacji wydanej nakładem „Krytyki Politycznej”, jedynego bodaj w Polsce pisma na lewicy, które uniknęło ze strony „GW” oskarżeń o populizm i tym podobne, nieprzyjemne przypadłości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, nie sposób odmówić racji Beylinowi: zarówno skrajny indywidualizm, jak tęsknota za omnipotencją państwa mogą być i bywają zarzewiami populizmu. I zbyt wiele mamy przykładów, jak łatwo rozniecić w tłumie demagogiczne nastroje. Ale tu przecież więcej ma do powiedzenia Le Bon, niż Beylin. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem jednak, że nie o nastroje tłumu tu idzie. I nie wyłącznie o niechęć redaktora do Radia Maryja, PiS i Solidarnych 2010. Raczej o niechęć o tych, którym wciąż nie podoba się w III RP i którym nie przypadły do gustu wszystkie te ładne opowieści na jej temat, jakie od lat serwuje nam neoliberalna gazeta, korzeniami sięgająca – o paradoksie – solidarnościowego, korowskiego etosu. Choć, nie ma się co oszukiwać, nawet piękna legenda „Solidarności” i KOR nie jest tak piękna, gdy przyjrzeć się jej z bliska. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Redaktor Beylin pisze o populizmie w Polsce i ani razu nie wspomina Andrzeja Leppera. To dziwne, bo to ten tragicznie zmarły polityk był zwyczajowo Czarnym Ludem, wychodzącym w ciemną noc z szafy, by tumanić i przestraszać oseski III Rzeczpospolitej. Dlaczego brak zatem Leppera w beylinowej wyliczance? Może go przeoczyłem? Może przez szacunek dla zmarłego? A może dlatego, że uruchomienie jeszcze jednego, ekonomicznego kontekstu związanego z populizmem psuło by całą, dość prostą konstrukcję? Pokazywałoby średnio rozgarniętemu lewicowemu czytelnikowi, że odpowiedzialność za ów „populizm” i sposoby definiowania go (oraz orzekania, co jest, a co nie jest populizmem) ponoszą nie tylko słabi, pełni resentymentów ludzie? Że frustracja, rozczarowania, wściekłość, poczucie bezradności nie są same w sobie ani populistyczne, ani zawinione jedynie przez „zarażonych” nimi ludzi. Że nie tak łatwo przeciwstawić sobie „wyklęty lud ziemi” i „moherowe berety”. Że wreszcie łatwiej dziś być jednak „zrewoltowanym indywidualistą”, szczególnie w manierze nowolewicowej, niż zwykłym, wkurwionym na świat mieszkańcem bylejakiego miasteczka w bylejakiej części Polski, gdzie jedyną alternatywą jest wciąż: „wegetuj albo emigruj”, albo oblizuj się ze smakiem, patrząc na dostatnie życie lokalnej sitwy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic to jednak. I tak jestem wdzięczny redaktorowi Beylinowi. Lektura jego eseju przypomniała mi na nowo, dlaczego radosna narracja a la „Gazeta Wyborcza” tak dobrze się sprzedaje. Jak każdy inteligentny populizm w wersji soft. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-460090419149732152?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/460090419149732152/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/o-populizmie-na-marginesie-rozwazan-red.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/460090419149732152'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/460090419149732152'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/o-populizmie-na-marginesie-rozwazan-red.html' title='O populizmie. Na marginesie rozważań red. Beylina'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9182821943174320044.post-3746491507653038210</id><published>2011-12-16T12:21:00.000-08:00</published><updated>2011-12-16T12:21:17.487-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='maciej gawlikowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pressje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;gaz na ulicach&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rebelya.pl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;pod prąd&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mirek lewandowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stan wojenny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opozycja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prl'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;solidarność&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kpn'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłosz lodowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piotr pałka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kraków'/><title type='text'>Tysiąc stron krwi, potu i łez, cz. I</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.gaznaulicach.pl/wp-content/uploads/2011/12/plakatB2GazNaUlicachPodglad_JPG.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.gaznaulicach.pl/wp-content/uploads/2011/12/plakatB2GazNaUlicachPodglad_JPG.jpg" width="228" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;strong&gt;„Gaz na ulicach” duetu  Lewandowski-Gawlikowski to ponad tysiąc stronicowy monument-dokument  historyczny, a jednocześnie przekonywujący dowód na tezę, że najlepsze  historie pisze życie. Cała sztuka – przywrócić je ludzkiej pamięci. Czy  się udała? Nie odpowiem teraz jednoznacznie na to pytanie, bo  przeczytałem raptem kilkadziesiąt stron. Ale już mam pewność, że nie  zmarnuję czasu z tą lekturą.&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Polecam&lt;/span&gt; &lt;strong&gt;filmową zapowiedź&amp;nbsp;&lt;/strong&gt;&lt;a _fcksavedurl="http://www.gaznaulicach.pl/2011/12/filmowa-zapowiedz-ksiazki-gaz-na-ulicach/" href="http://www.gaznaulicach.pl/2011/12/filmowa-zapowiedz-ksiazki-gaz-na-ulicach/" name="http://www.gaznaulicach.pl/2011/12/filmowa-zapowiedz-ksiazki-gaz-na-ulicach/"&gt;&lt;strong&gt;„Gazu na ulicach”&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  „Gaz...” – druga część monograficznej pracy poświęconej historii KPN;  książka miała w zamierzeniu opowiedzieć historię tego ugrupowania do  bodaj 1985 roku. Jednak rozrosła się na tyle, że autorzy postanowili ją  skrócić. Dostajemy zatem opowieść o zimie, wiośnie, lecie i jesieni  1981-1982, a zatem historię o Polsce i Polakach w stanie wojennym. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  Zbiorowym bohaterem „Gazu na ulicach” jest Konfederacja Polski  Niepodległej, ale trudno opowiedzieć historię tego ugrupowania bez  odniesień do całej opozycji czasów PRL i rzeczywistości  społeczno-politycznej tamtego okresu. Stąd bardzo szeroka panorama  wydarzeń, nader szczegółowe opisy zdarzeń, miejsc i ludzi. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  „Gaz” to także długa wycieczka po Krakowie i Nowej Hucie 1981-1982, z  drobiazgowymi opisami miejsc „zakazanych”, jak Komenda Wojewódzka MO  przy ulicy Mogilskiej 109 (opis pióra Grześka Hajduka, znanego  czytelnikom, np. Forum Frondy i pewnie też Rebelya.pl). Ponadto autorzy  książki opatrzyli ją w fotografie (na które wykosztowali się w IPN).  Dzięki zdjęciom możemy dowiedzieć się, jak wyglądały armatka wodna  polskiej produkcji „Hydromil I” na podwoziu Stara, czy pochodząca z  Austrii armatka wodna Steyer, albo czechosłowackie armatki wodne Tatra i  tym podobny sprzęt, używany w wojnie polsko-jaruzelskiej przez siły  Ślepowrona. Tu dodam, że okładki obu tomów książki wyszły spod warsztatu  &lt;a _fcksavedurl="http://www.behance.net/icefury" href="http://www.behance.net/icefury" name="http://www.behance.net/icefury"&gt;Miłosza Lodowskiego&lt;/a&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  „Gaz na ulicach” od pierwszych stron skrzy się szczegółami, rzeczowymi,  solidnie udokumentowanymi, wciągającymi opisami, obszernymi relacjami  świadków tamtych czasów. Ta publikacja to kawał mięcha dla wymagającego  czytelnika, który ma ambicję wiedzieć o historii Polski coś więcej, niż  proponują podręcznikowe i politycznie poprawne narracje. Miłośnikom  politycznych agitek zdecydowanie nie polecam. Jednak dla tych, którym  nie straszne tysiąc stron potu, krwi i łez, tysiąc stron opowieści o  tamtych czasach, ta lektura nie powinna być obojętną. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  * &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  Warto tu przypomnieć uznany tu i ówdzie za „antypisowski” film Maćka Gawlikowskiego &lt;a _fcksavedurl="http://www.youtube.com/watch?v=WoYMow_bIeM" href="http://www.youtube.com/watch?v=WoYMow_bIeM" name="http://www.youtube.com/watch?v=WoYMow_bIeM"&gt;„Pod prąd”&lt;/a&gt; i dość ostrą dyskusję pod moją notką temu dokumentowi poświęconą (&lt;a _fcksavedurl="http://consolamentum.salon24.pl/160453,mocno-pod-prad" href="http://consolamentum.salon24.pl/160453,mocno-pod-prad" name="http://consolamentum.salon24.pl/160453,mocno-pod-prad"&gt;„Mocno »Pod prąd«”&lt;/a&gt;). &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;strong&gt;Wypada także zajrzeć na&amp;nbsp;&lt;/strong&gt;&lt;a _fcksavedurl="http://www.gaznaulicach.pl/" href="http://www.gaznaulicach.pl/" name="http://www.gaznaulicach.pl/"&gt;&lt;strong&gt;stronę książki&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;.&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  O tym, że Gawlikowski zna zadymiarski Kraków jak własną kieszeń, świadczy choćby &lt;a _fcksavedurl="http://www.pressje.org.pl/article/537" href="http://www.pressje.org.pl/article/537" name="http://www.pressje.org.pl/article/537"&gt;ten&lt;/a&gt; jego tekst dla „PRESSJI”. Istna perełka, przyznacie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  Za stroną książki: „Strajki, konspiracja niepodległościowa, krwawo  tłumione demonstracje. Historie młodych ludzi – zapomnianych dziś  bohaterów walki z wojskową juntą. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  Książka pokazuje nie tylko działalność Konfederacji Polski  Niepodległej, ale też osób i środowisk dziś zupełnie zapomnianych, które  w stanie wojennym w Krakowie odgrywały znaczącą rolę. Powstała po  drobiazgowej kwerendzie w archiwach IPN. Materiały SB precyzyjnie  skonfrontowano z relacjami uczestników opisywanych wydarzeń, także  funkcjonariuszy SB i WSW. Autorzy jako pierwsi opisują mechanizmy pracy  operacyjnej SB w aresztach śledczych, w tym działanie Tajnych  Współpracowników Celnych. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  Mroczne historie zza murów aresztów, bohaterska postawa nieraz  nastoletnich opozycjonistów, podstępne działanie agentury, relacje z  burzliwych walk ulicznych – takiego stanu wojennego nie pokazał  dotychczas nikt”. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  * &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;strong&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;W sobotę 17 grudnia 2011  roku o godzinie 15. w Muzeum Armii Krajowej przy ul. Wita Stwosza 12 w  Krakowie, dyskusja z udziałem bohaterów książki, działaczy Konfederacji  Polski Niepodległej z czasów stanu wojennego: Marka Bika, Grzegorza  Hajdarowicza, Jerzego Mohla, Ryszarda Pyzika i Wojciecha Słowika.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;Prowadzenie – Piotr Pałka z portalu&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a _fcksavedurl="http://www.rebelya.pl/" href="http://www.rebelya.pl/" target="_blank"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;Rebelya.pl&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9182821943174320044-3746491507653038210?l=consolamentum-consolamentum.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/feeds/3746491507653038210/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/tysiac-stron-krwi-potu-i-ez-cz-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/3746491507653038210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9182821943174320044/posts/default/3746491507653038210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://consolamentum-consolamentum.blogspot.com/2011/12/tysiac-stron-krwi-potu-i-ez-cz-i.html' title='Tysiąc stron krwi, potu i łez, cz. I'/><author><name>consolamentum</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08017705878399061172</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-hNekwTu7uLI/Tuurh8oRWQI/AAAAAAAAAAg/xjhC-hPQiJM/s220/tankard.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
